ill titleZag?ada Hanaczowa
II Napad UPA.

Od pierwszego napadu up?yn??y ju? dwa miesi?ce.
Miesi?c kwiecie? by? typowym miesi?cem wiosennym. Kaprysi?a, jak zwykle, pogoda; by?o troch? s?o?ca, troch? deszczu lub deszczu ze ?niegiem. Rolnicy z ut?sknieniem patrzyli na pola. By? czas najwy?szy przyst?pi? do siew?w wiosennych.
W palmow? niedziel? pojawi?o si? dw?ch Niemc?w z formacji wojsk lotniczych, uzbrojonych w karabiny.
Podawali si? oni za dezerter?w z Wehrmachtu. Zastanawiano si?, co z nimi zrobi?. Postanowiono w ko?cu zatrzyma? ich bro?, a ich samych trzyma? pod nadzorem. Dwa karabiny przyda?y si? bardzo. Pierwszy dzie? ?wi?t Wielkanocnych w 1944 r. przeszed? spokojnie. Polacy ze Stanimierza donie?li, ?e w?r?d Ukrai?c?w chodz? pog?oski ?e w same ?wi?ta ma nast?pi? napad na Hanacz?w. Wygl?da?o to tak, jakby chciano, by wiadomo?? ta dotar?a do Hanaczowa. Nie bardzo w to wierzono, bo banderowcy nie byli znowu tacy naiwni, ?eby ods?ania? swoje karty. Co? si? za tym kry?o, ale na wszelki wypadek wzmocniono posterunki.


W godzinach wieczornych by? nalot na Lw?w. O godz. 20-stej odebrano sygna? o maj?cym nast?pi? tej nocy, zrzucie.
Zorganizowano furmanki i do?? siln? os?on? w sile plutonu.
Po odej?ciu ludzi do lasu na zrzut, du?a ?una w kierunku p??nocno-zachodnim, zar??owi?a niebo. To pali?a si? stodo?a folwarczna w So?owej. Pomi?dzy So?ow? a Stanimierzem – w?odleg?o?ci oko?o 4 km od Hanaczowa, kr??y? samolot, wypuszczaj?c co kilka minut rakiety w kolorze zielonym. Z do?u pojawi?y si? ognie. Wkr?tce samolot odlecia? w?kierunku p??nocno-zachodnim. By? to niew?tpliwie samolot, kt?ry mia? dokona? zrzutu na Grz?skach. Nie widz?c um?wionego sygna?u z ziemi, samolot odlecia? na zrzutowisko zapasowe.
Banderowcy prawdopodobnie chcieli przechwyci? zrzut, zapalaj?c, na chybi? trafi?, ogniska.
Ch?opcy czekali nadaremnie na zrzut. Na skutek pog?osek o napadzie w sam dzie? ?wi?teczny, wi?cej jak zwykle ludzi, zgromadzi?o si? w ko?ciele i innych budynkach, obok ko?cio?a. Nazwijmy ten system obronny – plac?wk? obronn?. W dalszej cz??ci opisu, b?dziemy si? t? nazw? pos?ugiwa?.
Pierwszy dzie? ?wi?t Wielkanocnych dobiega? ko?ca. Spodziewano si?, ?e je?li nast?pi napad, to najp??niej do godziny 24-tej.
Ci „dow?dcy” bandyt?w znali si? troch? na wojnie. Wiedzieli, ?e g??wnym czynnikiem prowadzenia jakiej? akcji, jest zaskoczenie.
Dlatego te? podsuwali wiadomo?ci, ?e napad ma nast?pi? w pierwszy dzie? ?wi?t. Chodzi?o im chyba o to, ?eby czuwano przez ca?? noc, a nad ranem, jak to zazwyczaj bywa, czujki i posterunki, zmorzone ca?onocnym czuwaniem, musia?yby usn?? ze zm?czenia. Rachuby bandyt?w nie by?y pozbawione sensu.
O godzinie 24-tej niekt?rzy ludzie zacz?li si? rozchodzi? do dom?w. Dopiero perswazje czuwaj?cych posterunk?w spowodowa?y, ?e ludzie nadal pozostali w plac?wce obronnej. Oko?o godziny drugiej, zmieniono czujki i posterunki. We wsi panowa?a niezm?cona cisza.
Nie zaszczeka? ani jeden pies. Oko?o godziny trzeciej zdawa?o si?, ?e jest co? nie tak. W?okolicy „K?ta” zaszczeka? a raczej zaskamla? pies. W pobli?u starej plebanii by?o s?ycha? jakby jakie? bardzo ciche st?pania, jakby jakie? szepty. Inne czujki, rozmieszczone w?sadzie ko?o Skotnika s?ysza?y to samo. Gdzie? zupe?nie blisko zatrzeszcza? chru?ciany p?ot; noc by?a bezgwiezdna, w powietrzu wisia?a mg?a. Obudzono dow?dc?w i ksi?dza Wiktora. Ci, zarz?dzili cichy alarm, wysy?aj?c na odcinek najbardziej zagro?ony, tj. na stanowisko ko?o drogi, w samym rogu, naprzeciwko gospodarstwa Brzozy, kilku ludzi z automatami. Przygotowano rakiety o?wietlaj?ce. Znajduj?cy si? na tym wysuni?tym odcinku ch?opcy, zauwa?yli, jak z zabudowa? ?nie?yka, przeci??o drog? kilkana?cie postaci, biegn?c w kierunku ulicy Krakowskiej. Trudno powiedzie?, jak dosz?o do ataku, co by?o jego sygna?em, czy zapalenie gospodarstwa na granicy, czy strza? – gdzie? w okolicy Skotnika. By?a godzina 4-ta dnia 10-go kwietnia 1944 r. Zaatakowano na ca?ej d?ugo?ci, od gospodarstwa Marcina Prusaka, do samej drogi g??wnej, obok gospodarstwa Brzozy, a dalej na ca?ej d?ugo?ci ul. Krakowskiej. Napastnicy zbli?yli si? szczeg?lnie niebezpiecznie do szkolnego ogrodu, usi?uj?c przewr?ci? parkan odgradzaj?cy ogr?d szkolny od s?siedzkich posesji. Otrzymali silny ogie? z automat?w z budynku szkolnego, obsadzonego przez grupk? radzieck? i?kilku ?yd?w. Teren by? ci?gle o?wietlany rakietami.
Na odcinku od gospodarstwa Brzozy do gospodarstwa Prusaka, usadowieni w?zabudowaniach banderowcy, bez przerwy strzelali w kierunku budynk?w obu plebanii. Nie zaatakowali natomiast plac?wki obronnej od strony ogrodu Skotnika, ani te? od strony pastwiska „B?onie”. We wsi nasila?a si? strzelanina i po?ary. Do kogo strzelano, trudno by?o ustali?. Nie zwracano na to uwagi, gdy? g??wnym zadaniem by?a obrona plac?wki. Bandyci przypuszczali, raz po raz, ataki. Na domiar wszystkiego, zaci?? si? karabin maszynowy i jego celowniczy wraz z amunicyjnym, pobiegli do plebanii, by usun?? zaci?cie.
Banderowcy, nie s?ysz?c tego dudni?cego odg?osu karabinu maszynowego przypu?cili nast?pny atak, s?dz?c, ?e os?abili pozycj? obronn?. Powstrzyma?y ich serie z kilku automat?w, strzelaj?cych z otwor?w strzelniczych, w zamurowanych oknach starej plebanii i z rowu strzeleckiego. Karabin maszynowy ci?gle milcza?.
Celowniczy, kt?ry zna? t? bro? na pami?? i potrafi? go rozebra? z?o?y? po ciemku, nie m?g? sobie z nim poradzi?. Ze zdenerwowania trz?s?y si? mu r?ce, cz??ci wypada?y mu z?r?ki. Zdawa? on sobie spraw?, ?e bro? ta jest potrzeba na stanowisku ju? teraz- natychmiast. Przecie? ka?da minuta mog?a zadecydowa? o za?amaniu si? obrony. Po kilkunastu minutach odezwa? si? dudni?cy g?os naszego kaemu, dodaj?c otuchy obro?com. Karabin maszynowy przemieszczany by? do r??nych punkt?w plac?wki i kilka serii oddanych z r??nych miejsc, sprawi?o ma banderowcach wra?ania, ?e obrona posiada kilka sztuk tej broni. Banderowcy nie zamierzali odst?pi?. Ze wzg?rza D?browy ostrzeliwa?o wie? kilka cekaem?w. Amunicja wyczerpywa?a si? szybko, rozkaz, ?eby amunicj? oszcz?dza? i strzela? tylko do pewnych cel?w. Tak te? czyniono. Sprawia?o to wra?enie, ?e obrona s?abnie. Tak zrozumieli to banderowcy, i tak zrozumieli ludzie, znajduj?cy si? ko?ciele. Czym grozi? brak amunicji, rozumieli wszyscy, nawet dzieci. Zapanowa?a trwoga. Ksi?dz Wiktor – by? dok?adnie zapoznany sytuacj?, kt?ra, prawd? m?wi?c, by?a krytyczna.
Oko?o godziny si?dmej, o wi?c po trzech godzinach zajad?ych atak?w i zdeterminowanej obrony, jakby nast?pi?o pewne uspokojenie.
Czas ten mogli banderowcy wykorzysta? na przegrupowanie si? i gwa?towne uderzenie, kt?re mog?oby by? ostatnie.
?ycie ludzi, zgromadzonych w ko?ciele, i nie tylko ich, zawis?o na w?osku. W ko?ciele, ksi?dz Wiktor, zacz?? ludzi przygotowywa? na ?mier? rozdaj?c komuni? ?w. in articulo mortis – w obliczu gro??cej blisko ?mierci. W ko?ciele by?o wiele obcych twarzy. By?y to ?yd?wki, kt?re nie wiadomo jak, znalaz?y si? w ko?ciele.
Obron? wsi kierowa? Kazimierz Wojtowicz, ps. „G??g”, jako najlepiej znaj?cy teren . W czasie walki konsultowa? si? z przebywaj?cymi we wsi oficerami, tj. kapitanem „Julianem” i por. „Strza??”. Sytuacja by?a nadal ci??ka – obl??enie si? przeci?ga?o.
Ludno?? w ko?ciele, sk?adaj?ca si? z samych prawie kobiet i dzieci, by?a na pograniczu paniki. Trwoga narasta?a, gdy w pobli?u ko?cio?a odzywa?y si? strza?y, broni?cego ko?cio?a, oddzia?u ?ydowskiego. Posiadali oni kilka karabin?w z uci?tymi lufami. Oddany z nich strza? by? bardzo g?o?ny strasz?c nie tylko ludzi w ko?ciele ale te? banderowc?w przed kt?rymi skutecznie bronili ko?ci??.
Oko?o godz. 8-ej, a wi?c czwartej godziny napadu, sytuacja by?a gro?na. W cz??ci wsi, za potokiem, wida? by?o grupki pl?druj?cych bandyt?w. Natomiast znikli gdzie? napastnicy, kt?rzy atakowali star? plebani?, budynki szkolne i ko?ci??. Znikli, gdzie?, jak kamfora. Nie wida? by?o, ?eby opu?cili wie?, gdy? obserwatorzy z wie?y ko?cielnej na pewno by ich zauwa?yli. Dow?dztwo natychmiast rozszyfrowa?o ich zamiary. Chodzi?o im o to, by stworzy? pozory odst?pienia od napa?ci i dopiero jak obrona i ludno?? opu?ci bronion? plac?wk? – w?wczas j? zaatakuj? i zdob?d? bez problemu. Bandyci zacz?li gromadzi? si? grupy od 20-30 ludzi, ukrywaj?c si? w zabudowaniach. Takich grup by?o kilkana?cie. Wie? nadal by?a otoczone szczelnym pier?cieniem. Z wie?y nie zauwa?ono ?adnych ruch?w odwrotowych bandy, w takiej sytuacji, postanowiono zaatakowa? ich cz??ci? si?y, tym bardziej, ?e w mi?dzyczasie powr?ci? oddzia? z lasu, przedzieraj?c si? do wsi przez pier?cie? banderowc?w. Zaatakowano ich w okolicy b. sklepu Hochberga w kierunku K?ta i gospodarstwa Piwowara. Zaatakowano ich od m?yna Dobosza. Ma?e grupki przedosta?y si? na cz??? drug? wsi za potokiem, robi?c te? w?r?d nich zamieszanie.
Banderowcy zacz?li ucieka? w pop?ochu, gubi?c po drodze chlebaki z amunicj? i granaty. Ha razie, atak zosta? odparty. By?a to godzina dziewi?ta, a wi?c pi?? godzin trwa? napad.
Odst?puj?c od Hanaczowa podpalili przysi??ki: Zag?rz i Podkamienn?, a tak?e kilka zagr?d w Hanacz?wce, morduj?c kilkadziesi?t Polak?w, kt?rzy nie zd??yli si? dobrze ukry?.
Grupa zbrojna w Hanaczowie, w bezsilnym gniewie zaciska?a pi??ci, nie mog?c udzieli? im pomocy. Mog?a to by? zagrywka taktyczna ich „wodz?w”, ?eby wyci?gn?? uzbrojony oddzia? ze wsi, a potem ponownie na ni? uderzy?. Daleko jeszcze nie odeszli. Byli w lesie franciszka?skim i hanaczowskim. Byli w pobliskich wsiach ukrai?skich, jeszcze w zwartych oddzia?ach. Oko?o godziny 10-tej, silny oddzia? przep?dzi? banderowc?w z przysi??ka Zag?ry. Banderowcy byli pewni, ?e rozgromi? Hanacz?w ca?kowicie. Byli przygotowanie do rabunku. Na polach, od strony Siedlisk, sta?y ich „tabory”. Kilkadziesi?t furmanek czeka?o na za?adunek wszelkiego dobra, po zamordowanych Polakach.
W?r?d bandyt?w, by?y te? m?ode kobiety. Uzbrojeni oni byli w: siekiery, ?opaty i kilofy. Tymi narz?dziami mieli dobija? rannych i wyci?gni?tych ludzi z kryj?wek oraz dobiera? si? do nich mienia, ukrytego w zakamarkach domostw.
Operacja pod kryptonimem: „Nicz i mraka” – „Noc i mg?a” uda?a si? po?owicznie. Banderowcy zamordowali oko?o 40-stu os?b, g??wnie mieszka?c?w obu przysi??k?w oraz mieszka?c?w samej wsi, kt?rzy nie schronili si? do obronnej plac?wki. Z grupy zbrojnej – by?o dw?ch zabitych i 4-ch rannych, w tym: dow?dca obrony „G??g”.
W obr?bie plac?wki nie zgin?? nikt.
W pierwszym dniu po napadzie, pogrzebano ofiary mordu w po?piechu, byle jak, bez trumien, bo we wsi zabrak?o ju? desek na trumny.
W ?wie?o wykopanej mogile, z?o?ona ponad 40 zw?ok.
Na drugi dzie? po napadzie przyjechali Niemcy. Nie by?a to ?andarmeria i nie przyjechali w sprawie napadu. Byli to ?o?nierze Wehrmachtu – zabrali ponad 40 szt. Byd?a i?odjechali, nie interesuj?c si? losem mieszka?c?w. Ludzie we wsi zacz?li przygotowywa? si? do wyjazdu. Nie by?o sensu siedzie? nadal we wsi, gdy? niebezpiecze?stwo ze strony banderowc?w by?o w dalszym ci?gu du?e. Dnia 12-go kwietnia, kilkadziesi?t furmanek pr?bowa?o wyjecha? ze wsi, udaj?c si? do czysto polskich wsi pod Lwowem, tj. Bi?ki Szlacheckiej i Bi?ki Kr?lewskiej oraz Czyszek. Cz??? furmanek wyjecha?a w kierunku So?owej, a cz??? - w kierunku Zaciernego. Furmanki jad?ce w kierunku So?owej, zosta?y ostrzelane i zawr?ci?y z powrotem. Uda?o si? przejecha? oko?o 10 furmankom. Natomiast furmanki, jad?ce w kierunku Zaciernego, szcz??liwie dotar?y do szosy.
W dniu tym, wydawano wyje?d?aj?cym za?wiadczenia w j?zyku polskim i niemieckim stwierdzaj?ce, ?e wie? Hanacz?w zosta?a spalona przez bandy ukrai?skie, a okre?lona w?dokumencie osoba wraz z rodzin?, udaje si? do okre?lonej miejscowo?ci. Dokument ten, je?li chodzi o form?, wygl?da? imponuj?co. By?a na nim urz?dowa piecz?? niemiecka i piecz?? Urz?du Parafialnego. Podpisy by?y te? obramowane piecz?ciami imiennymi.
Je?eli chodzi o tre??, by?a ona do?? niebezpieczna, gdy? by?o w niej takie sformu?owanie: „wie? zosta?a spalona przez bandy ukrai?skie”. Gdyby taki dokument pokaza? przy legitymowaniu, policjantowi ukrai?skiemu – to nie wiadomo, co by si? sta?o.
Lepiej by?o takiego dokumentu nie okazywa? ?adnemu funkcjonariuszowi ukrai?skiemu. W tym miejscu nale?a?oby wyja?ni?, ?e Urz?d Gminy w Kurowicach by? obsadzany przez nacjonalist?w ukrai?skich i ci, jako? nie bardzo spieszyli si? do za?atwiania spraw, zwi?zanych z wydaniem dowod?w to?samo?ci, zwanych. „kennkartami”. Bez tego dokumentu nie wolno by?o porusza? si? gdziekolwiek. Dopiero po pierwszym napadzie, w?adze gminy w Kurowicach, przes?a?y zawiadomienie, ?e nale?y si? osobi?cie zg?asza? po odbi?r dowod?w.
Na drodze do Kurowic, czyha?y zasadzki. Nikt nie odwa?y? si? p?j?? do gminy po odbi?r dowodu.
Dnia 13-stego kwietnia, w godzinach rannych, prawie wszyscy mieszka?cy wsi zgromadzili si? obok ko?cio?a. Postanowiono, ?e wyjazd nast?pi drog? w kierunku Zaciernego. W miejscu, gdzie droga przebiega?a w pobli?u obu los?w, tj. hanaczowskiego i franciszka?skiego – mia?o uda? si? ubezpieczenie, w sile dw?ch pluton?w. Obserwatorzy usadowili si? na wie?y ko?cielnej, za pomoc? lornetki obserwowali t? drog?.
W pewnej chwili, wezwano sygna?em tr?bki, aby kto? z dow?dztwa przyszed? pod wie??, do odebrania meldunku ustnego.
Z wie?y zameldowano, ?e zaobserwowano kilkunastu ?o?nierzy niemieckich, przemieszczaj?cych si? z lasu franciszka?skiego do lasu hanaczowskiego. W?wczas zadecydowano pu?ci? ludzi bez os?ony, obawiaj?c si? ujawnienia przed Niemcami – grupy zbrojnej.
Kiedy pierwsze furmanki dojecha?y w pobli?e lasu, odezwa?y si? strza?y pojedyncze i?serie z karabin?w maszynowych. Po czym z lasu wynurzyli si? banderowcy. Furmanki zacz??y gwa?townie zawraca?, pod silnym ogniem tych, kt?rzy pozostali w lesie. Ci, na drodze, z zimn? krwi? zacz?li mordowa? ludzi, kt?rym nie uda?o si? zawr?ci? do wsi.
Dopiero, gdy pierwsze furmanki zbli?y?y si? do wsi, oba plutony os?ony uda?y si? na miejsce zasadzki. Oczywi?cie banderowc?w ju? nie by?o. Do wsi przywieziono zw?oki pomordowanych. Tragiczna pomy?ka kosztowa?a ?ycie oko?o 10-ciu os?b.
Ludzie byli zm?czeni bezsennymi nocami i wyczerpani nerwowo.
Z zachowania banderowc?w wynika?o jasno, ?e nie chc? oni wypu?ci? ludzi ze wsi, maj?c zamiar zorganizowa? jeszcze jeden napad, kt?ry by?by bardziej udany. Ludzie, kt?rzy szukali schronienia w Hanaczowie, a wi?c, wielu mieszka?c?w Hanacz?wki, kilka rodzin z Kopania i innych pobliskich wsi – donosili, ?e w okolicy znajduj? si? silne bandy, jakby na co? czekaj?ce. Nie chciano wi?c ryzykowa?, wysy?aj?c ludzi bez os?ony. Nie mo?na te? by?o da? os?ony z obawy przed Niemcami.
Niespodziewana pomoc nadesz?a od mieszka?c?w wsi Bi?ki Szlacheckiej i Bi?ki Kr?lewskiej. Przyjechali oni furmankami z niemieck? obstaw?. Wszyscy mieszka?cy wsi, za wyj?tkiem cz?onk?w oddzia?u AK, wyjecha?o do obu Bi?ek i do wsi Czyszki. By?o to dnia 15-go kwietnia 1944 r. Dla wielu mieszka?c?w Hanaczowa, by? to ostatni dzie? pobytu w tej nieszcz?snej wsi.

HANACZ?W, JAKO BAZA ODDZIA?U AK

Hanacz?w istnia? dalej. T?tni?o w nim ?ycie. Dziwna by?a to wie?; na p?? spalona, ale jeszcze pozosta?o sporo gospodarstw, nie tkni?tych po?arem (ponad 200). We wsi by?y czynne dwa m?yny,
Pozosta?y kopce z ziemniakami. Gorzej by?o z ziarnem, gdy? mieszka?cy, opuszczaj?c wie?, przede wszystkim, zabierali ten podstawowy produkt.
W kilka dni po opuszczeniu wsi przez mieszka?c?w, zjawi?o si? kilkadziesi?t furmanek pod os?on? Niemc?w. Za?adowano na nie reszt? zapas?w, jakie by?y jeszcze we wsi, gdy? gospodarzom w obu Bi?kach i Czyszkach te? si? nie przelewa?o, a Hanaczowiacy nie chcieli by? ca?kowicie zdani na cudz? ?ask?.
Na pocz?tku trzeciej dekady kwietnia, zawita?a pi?kna i s?oneczna pogoda. Przygotowane zagony czeka?y na obsianie zbo?em jarym i na zasadzenie ziemniakami. Z p?l, o czarnej, urodzajnej ziemi, nagrzanej wiosennym s?o?cem, unosi?a si? – ledwie dostrzegalna mgie?ka – faluj?cego ciep?ego powietrza. Zieleni?y si? pi?kne oziminy. Radowa?yby si? oczy hanaczowskich rolnik?w, gdyby mogli widzie? te swoje zagony i te ubarwione soczyst? zieleni?, i te czarne jeszcze, oczekuj?ce na ich pracowite r?ce.
Sama natura jakby si? sprzeciwi?a temu, co dzia?o si? nie dawno samej wsi. Ongi?, o tej porze, s?ycha? by?o ?piew skowronk?w i innego ptactwa. S?ycha? by?o klekot bocian?w, krz?taj?cych si? ko?o swoich gniazd. Teraz we wsi nie mo?na by?o u?wiadczy? ?adnego ptactwa, nawet tego wsz?dobylskiego wr?bla. Na bociany czeka?y gniazda, nie wszystkie zosta?y spalone wraz z budynkami.
Widziano, jak kr??y?y d?ugo nad swoimi gniazdami lecz widz?c tylko pustk? - odlatywa?y.
By?y ptaki, kt?re ani na chwil? nie opu?ci?y wsi - by?y to wrony, kr??y?y w - wielkich gromadach, obsiadaj?c drzewa ko?o ko?cio?a i na cmentarzu. Kraka?y, jakby na komend?, nawet w nocy, jakby – by?y nagle czym? sp?oszone. Nie jest to ?aden wymys?, lecz szczera prawda. Po ewakuacji mieszka?c?w, wie? przekszta?ci?a si? – w baz? oddzia?u AK kt?ry mia? si? powi?ksza? liczebnie.
Opr?cz oddzia?u polskiego, znajdowa? si? jeszcze niedu?y oddzia? radziecki i oddzia? ?ydowski. Kontakty ze Lwowem, nadal utrzymywane by?y przez kurier?w. W drodze do wsi i ze wsi – ubezpieczani oni byli siln? os?on?. Przywo?ono coraz wi?cej broni i?amunicji. By? nawet drugi r.k.m. Grupy uzbrojonych ludzi kwaterowa?y w budynkach, wielokro? wymienianych w obr?bie plac?wki obronnej, przygotowanej dobrze do obrony okr??nej. W ksi??owskim sadzie, znajdowa?o si? kilkana?cie kr?w, ranionych przewa?nie w nogi, dlatego te? nie mo?na ich by?o wyprowadzi? ze wsi. Ze spalonych gospodarstw, ?ci?gni?to, gdzie by?o to mo?liwe - troch? zbo?a. Zorganizowano kuchni?. Posi?ki by?y proste, ale smaczne i po?ywne. Codziennym, podstawowym posi?kiem, by? ros?? z?ziemniakami i porcja mi?sa wo?owego. Chleb wypiekano codziennie. We wsi, by?o du?o bezpa?skich kur. Wy?apano, wa??saj?ce si? konie. Paszy dla byd?a i koni nie brakowa?o.
W celu unikni?cia epidemii, zbierano z wypalonych gospodarstw padlin? i g??boko zakopywano. W ko?ciele, z?o?ona zosta?a przed wyjazdem mieszka?c?w, co lepsza odzie?. Czeka?a ona na powr?t ich w?a?cicieli.
Front wschodni, by? ju? bardzo blisko – m?wiono, ?e walki toczy?y si? na wsch?d od Z?oczowa. A wi?c, armia radziecka, znajdowa?a si? w s?siednim powiecie. Banderowcy starali si? wm?wi? Niemcom, ?e Hanacz?w w?a?ciwie nie istnieje. S? tam tylko opustosza?e domostwa, a osoby, znajduj?ce si? tam - to ?ydzi.
?o?nierze nienieccy odwiedzali, od czasu do czasu wie?, zabieraj?c, co pad?o. ?eby nie zdradzi? swojej obecno?ci buszuj?cym Niemcom, partyzanci ukrywali si? w dobrze zamaskowanych bunkrach. Natomiast do poszczeg?lnych gospodarstw wysy?ano starszych ludzi, kt?rzy mieli krz?ta? si? po podw?rzu. Na gospodarstwach, by?y te? kobiety, udaj?c, ?e krz?taj? si? ko?o kuchni. Z niekt?rych komin?w unosi? si? dym. By? to nieomylny znak, ?e wie? ?yje, ?e s? tu ludzie.
We wsi przebywa?o faktycznie oko?o 40-stu ludzi z poza oddzia?u, w tym: kilkana?cie kobiet. Mistyfikacja ta dotychczas si? udawa?a. Na jak d?ugo, trudno to by?o przewidzie?.
Na cmentarzu i na wzg?rzu Piaski, banderowcy ustawili karabiny maszynowe, ostrzeliwuj?c, gdy tylko kto? ukaza? si? w zasi?gu ich wzroku. Ten ostrza? nie by? gro?ny lecz n?ka? jednak ch?opc?w. Postanowiono da? banderowcom nauczk?.
Stanowisko jednego kaemu znajdowa?o si? na cmentarzu. Oddano do niego salw? ze wszystkich karabin?w, jakie oddzia? posiada?. Co? si? obok nagrobku zakurzy?o i oba kaemy umilk?y a? do ko?ca pobytu oddzia?u. Do wsi wr?ci?o kilkunastu m?odych ludzi, po ulokowaniu swoich bliskich w Bi?ce i Czyszkach. Stanowili oni jakby uzupe?nienie grupy zbrojnej lecz nie podlegali rygorom, jaki stosowano w oddziale.
Cz??? wsi, za potokiem, w kierunku Hanacz?wki, by?a zaj?ta przez ?yd?w. Mieszkali zupe?nie jawnie, z tym tylko, ?e nic wychodzili poza obr?b gospodarstw, w kt?rych mieszkali. Rano, z wielu komin?w, po tamtej stronie potoku, unosi? si? dym. ?ydzi przygotowywali sobie poranny posi?ek. Gdyby Niemcy zorientowali si?, ?e we wsi przebywali ?ydzi, z ca?? pewno?ci? spali?yby ca?? wie? i rozstrzelali wszystkich, mieszkaj?cych tam ludzi. Dow?dca oddzia?u wyda? rozkaz, ?eby wszyscy ?ydzi, znajduj?cy si? we wsi przed potokiem., opu?cili t? cz??? wsi. Chodzi?a o to, ?e tu cz??? wsi, udawa?a wie? „normaln?”. Po zagrodach, kr?cili si? starsi i kobiety. Trudno powiedzie?, czy Niemcy dostrzegli co? podejrzanego.
Pewnego dnia, mog?o to by? ju? na pocz?tku trzeciej dekady kwietnia, schwytano trzech Ukrai?c?w, mieszka?c?w wsi Siedliska, wywo??cych siano z polskich, opuszczonych gospodarstw. Polska partyzantka Ukrai?c?w nie mordowa?a. Zarekwirowano konie i w?z z sianem, a zatrzymanych, zamierzano pu?ci? wolno z nastaniem zmierzchu. Dwa czy trzy dni wcze?niej, posterunki na cmentarzu dostrzeg?y przez lornetk?, olbrzymi t?um ludzi w Siedliskach, w kt?rym by?o wielu uzbrojonych banderowc?w.
Wygl?da?o to na jaki? pogrzeb czy manifestacj?. Mog?a to by? te? koncentracja. Postanowiono wykorzysta? tych ludzi do jeszcze jednej mistyfikacji. Zamkni?to ich w piwnicy w budynku szkolnym. Okno z piwnicy wychodzi?o na podw?rze. Z okienka tego by? dobry widok na star? plebani?. Zainscenizowano sztuczny ruch i w og?le krz?tanin? na szkolnym podw?rku i starej plebanii. Ch?opcy kilkakrotnie przemierzali widziany z okien teren, nie zbli?aj?c si? blisko okienka, ?eby nie dostrze?ono twarzy lub jaki? innych szczeg???w. Sprawia?o to wra?enie, ?e uzbrojonych ludzi by?o znacznie wi?cej ni? w rzeczywisto?ci. Bro?, zw?aszcza kaemy by?y przekazywane ka?dej grupce. Po takim, godzinnym pozorowany w ruchu, patrz?cym wydawa? si? mog?o, ?e jest to naprawd? bardzo du?y oddzia? polsko - radziecki. Dla ugruntowania takiego przekonania, zorganizowano „s?d”. By? „prokurator” i „obro?ca”. „S?d” jednak sk?ada? si? z autentycznych ludzi radzieckich. Z?apani Ukrai?cy, tj. dwie kobiety i jeden m?ody ch?opak, zostali oczywi?cie przez „s?d” uniewinnieni. Dw?ch partyzant?w odprowadzi?o ich na skraj wsi i pu?cili wolno. Chodzi?o o odstraszenie banderowc?w od napadu na wie?. Taki by? cel tej mistyfikacji.
Wie? trzyma?a si? ci?gle. Banderowcy nie odwa?yli si? do niej wst?pi?, nawet krokiem. Pewnej nocy, oko?o godziny 22-giej, zaatakowali plac?wk? obronn?, tym razem od ogrodu Skotnika. Dostali taki ogie? z dw?ch kaem?w i wielu automat?w, ?e atak ich za?ama? si? w ci?gu kilkunastu minut. S?dzono, ?e to banderowcy, mogli to by? te? Niemcy. Przy ?wietle rakiet, widziano tylko plecy uciekaj?cych. Byli – jak twierdzi?a wi?kszo?? obro?c?w – ubrani w niemieckie mundury.
Niemcy w dalszym ci?gu, przybywali do wsi. Czasami byli dwa lub razy dziennie. Taka bytno?? ko?czy?a si? przewa?nie utrat? kilku sztuk byd?a. Pewnego dnia, Niemcy prowadzili znowu kilka sztuk byd?a. Postanowiono ich przep?dzi?. Zaatakowano ich od granicy wsi.
Niemcy, w pop?ochu opu?cili wie?, gubi?c po drodze chlebaki z amunicj?. Byli oni te? lud?mi – uczucie strachu nie by?o im obce. Oko?o 25-go kwietnia, mog?a to by? godzina 21-sza, rozpalono wiele ognisk tu? przy lesie. Ogniska te ci?gn??y si? p??kolem od lasu K?us?w przez las franciszka?ski a? do wzg?rza Piaski. Ognisk tych mog?o by? oko?o dwadzie?cia. Przy ka?dym ognisku, uwijali si? jacy? ludzie w liczbie od 20-30 os?b. Na tle ogniska byli dobrze widoczni. Wszyscy uzbrojeni. Niekt?rzy byli opasani ta?mami z nabojami.
W plac?wce zarz?dzono cichy alarm. Po wypaleniu si? ognisk, postacie si? rozp?yn??y. Alarm odwo?ano w bia?y dzie?. Co mog?y oznacza? te rozpalone ogniska i znajduj?cy si? przy nich ludzie?
Niekt?rzy m?wili, ?e jest to taktyka zastraszania. Inni twierdzili, i mog?a by? koncentracja band. Jeszcze inni byli przekonani, ?e to banderowcy z s?siednich wsi manifestowali swoj? si??, ?eby odstraszy? oddzia? od ewentualnej akcji odwetowej.
Miesi?c kwiecie?, tak nieszcz??liwy dla mieszka?c?w Hanaczawa, dobieg? ko?ca. Pierwszego maja o ?wicie, oddzia? SS na amfibiach wtargn?? do wsi, obstawiaj?c szczelnie plac?wk? obronn?. Jak zwykle, by nie zdradzi? jej obecno?ci, partyzanci jakby zapadli si? pod ziemi?, w dos?owny tego s?owa znaczeniu. Bunkry by?y bardzo dobrze zamaskowane.
Niemcy z?apali tylko tych, kt?rzy nie zd??yli si? ukry?. Postawili pod ?cian? i przez kilka godzin przeprowadzali rewizj?.
Znaleziono kilka granat?w i kilka pistolet?w. Pozostali partyzanci, obstawili drogi wylotowe broni? maszynow? i czekali na dalszy bieg wydarze?. Niemcy widocznie poczuli pismo nosem. Szybko odjechali. Ludzie, kt?rzy stali kilka godzin z za?o?onymi na karkach r?kami – uznali to za cud. Nie by? to jednak cud, tylko zimna kalkulacja SS-man?w, kt?rzy obawiali si? zasadzki. W przeddzie? pacyfikacji wsi, w godzinach wieczornych, oddzia? przeni?s? si? do oddalonego o kilkadziesi?t metr?w od plebanii gospodarstwa, sk?d ?atwiej by?o odskoczy? do lasu. Na plebanii pozosta?a ludno?? – cywilna, kt?ra mia?a pod os?on? udawa? si? do ?wirza.
Nast?pny dzie?, o ?wicie, Niemcy zaatakowali wie?. By?o to 2-go maja 1944r.
Ca?y przebieg akcji pacyfikacyjnej zosta? zamieszczony w Historii najnowszej, w ostatniej cz??ci - Czytaj: Epilog


?r?d?o: „Dzieje Hanaczowa” Miko?aj Kwa?niewski i Kacper W?grzyn

Dodane przez piotrwojtowicz dnia padziernik 06 2009 15:37:42
0 Komentarzy · 2353 Czyta · Drukuj
ill titleKomentarze
Brak komentarzy.
ill titleDodaj komentarz
Zaloguj si, eby mc dodawa komentarze.
ill titleOceny
Dodawanie ocen dostpne tylko dla zalogowanych Uytkownikw.

Prosz si zalogowa lub zarejestrowa, eby mc dodawa oceny.

Brak ocen.
Uytkownikw Online
Goci Online: 5
Brak Uytkownikw Online

Zarejestrowanch Uzytkownikw: 11
Najnowszy Uytkownik: marian klosowski
Copyright bazylek© 2009