Wojna
Dodane przez piotrwojtowicz dnia Sierpień 24 2009 09:55:12
Tekst pochodzi z ksi??ki Miko?aja Kwa?niewskiego pt. Dzieje Hanaczowa

Na kr?tko przed napa?ci? Niemiec hitlerowskich na Polsk?, zostali powo?ani rezerwi?ci imiennymi kartami powo?ania, a nast?pnie wszyscy rezerwi?ci na podstawie obwieszcze? mobilizacyjnych. Brali oni udzia? w wojnie, na r??nych odcinkach frontu. Niekt?rym nie uda?o dosta? si? do swoich jednostek na skutek zbombardowania linii i ?rodk?w komunikacyjnych, i niekiedy ba?aganu organizacyjnego.

Pocz?tek wojny sta? si? dla tych ch?opc?w testem odwagi. Niestety Janek Nieckarz wkr?tce odda? swoje ?ycie. Zosta? ci??ko ranny podczas I obrony Hanaczowa przed UPA i zmar? w wieku 24lat.

Po powrocie do dom?w opowiadano o przygodach wojennych, z kt?rych przewija?o si? kilka zasadniczych element?w, jak: przewaga wroga w ludziach i sprz?cie technicznym. U?ycie, po raz pierwszy na niespotykan? dotychczas skal? – czo?g?w i samolot?w, zaskakiwa?o i dezorganizowa?o polsk? obron?. Brak by?o ?rodk?w ogniowych na zwalczanie broni nieprzyjaciela. Szczeg?lnie we znaki da?o si? lotnictwo wroga. Niekt?rzy frontowcy przysi?gali, ?e nie widzieli przez ca?y czas kampanii ani jednego polskiego samolotu. W pami?ci ich utkwi?o ci?g?e cofanie si? pod naporem wroga, przy nieustannym ogniu z dzia? i samolot?w. Ogromne zm?czenie i brak snu spowodowa?y taki stan umys?u, ?e ?o?nierz pragn?? si? tylko po?o?y? byle gdzie i odrobin? si? przespa?. Jak to zazwyczaj bywa na wojnie, ?ut szcz??cia decyduje o ?yciu i zdrowiu ?o?nierza. Po przespaniu si? i och?oni?ciu z ogromu wra?e?, za?wita?a nadzieja ?e wkr?tce znajdzie si? w domu i ?e nareszcie sko?czy?o si? piek?o frontowe. Tak jednak nie by?o. Realne i jakby personalnie namacalne niebezpiecze?stwo czyha?o na drodze powrotnej do domu. W ka?dej wsi, przez kt?r? prowadzi?a szosa, droga czy ?cie?ka, grupki sfanatyzowanych hajdamak?w uzbrojonych w uci?te karabiny, wid?y i kosy obmacywa?y podejrzliwym wzrokiem przechodz?cego ?o?nierza – gotowi zamordowa? cho?by dla munduru i but?w – je?li ?o?nierz okaza? si? Polakiem. Dzi?ki tylko dobrej znajomo?ci j?zyka ukrai?skiego, Hanaczowiakom uda?o si? wm?wi? nacjonalistom, ?e s? Ukrai?cami. Oczywi?cie, poprzednio u?o?y? musieli legend? i spali? ksi??eczki wojskowe lub legitymacje. Szcz??ciem dla powracaj?cych by?o to, ?e nie znalaz? si? jaki? bystrzejszy bandzior, bo wystarczy?o tylko si? kaza? prze?egna? lub zm?wi? „Ojcze Nasz” po ukrai?sku, by si? przekona?, ?e indagowany nie jest tym, za kogo si? podaje. Po wykryciu prawdy los jego zosta?by, z pewno?ci?, przypiecz?towany.

Z wojny nie powr?ci?o do Hanaczowa 15-stu rezerwist?w. Los ich, w tym czasie, nie by? nikomu znany. Ta kr?tka, wrze?niowa kampania, zako?czona ca?kowicie kl?sk? armii polskiej, by?a szokiem dla mieszka?c?w Hanaczowa, szczeg?lni dla m?odej generacji. Zdawa?o si?, jakby przewr?ci? si? ?wiat i zawali?o si? niebo. Pod gruzami leg? ?wiat marze? i pewnych okre?lonych wyobra?e?. Bo przecie? Polska by?a nasz? Matk? - Ojczyzn?, chocia? nie dla wszystkich sprawiedliw?. Ci?gle zadawano pytanie, jak to si? mog?o sta?, ?e Polska, b?d? co b?d? zajmuj?ca 6-ste miejsce w Europie pod wzgl?dem obszaru i ludno?ci, maj?ca za sojusznik?w takie pot?gi, jak: Anglia czy Francja – mog?a si? rozpa?? w ci?gu kilkunastu dni. Jak to si? mog?o sta?, ?e sojusznicy zachodni nie przyst?pili do ofensywy, zwalaj?c ca?y ci??ar wojny na barki Polak?w? Pyta? by?o wiele lecz w tym czasie na pytania te nie mo?na by?o znale?? odpowiedzi. Diametralnie zosta? te? odwr?cony liczbowy stosunek narodowo?ciowy. Dotychczas, w 35-milionowej Polsce, ludno?? ukrai?ska stanowi?a, mniejszo??, wyra?aj?c? si? do?? znacznym odsetkiem (oko?o 15%). Obecnie, w wielomilionowej radzieckiej Ukrainie, polska grupa etniczna stanowi?a niewielki odsetek. Grupa ta utraci?a ca?kowicie wi?? z wielomilionow? rzesz? rodak?w na zach?d od Sanu i Bugu. Byli?my osamotnieni.


POCZ?TKI W?ADZY SOWIECKIEJ
Pierwsze oddzia?y armii Czerwonej wkroczy?y do Hanaczowa dnia 20 wrze?nia 1939 r. w godzinach popo?udniowych. Bram? triumfaln?, zbudowali mieszka?cy wsi Stanimierz. Byli to ch?opcy skromni, jakby onie?mieleni, raczej niewielkiego wzrostu, w mundurach koloru khaki, w fura?erkach z czerwonymi gwiazdami, w czarnych owijaczach. Nie wida? by?o na ich twarzach buty i pewno?ci siebie, jak p??niej widzieli?my na twarzach Niemc?w. Umundurowanie i rynsztunek by? znacznie gorszy od polskich sort mundurowych i rynsztunku. Nie zakwaterowali oni w samej wsi lecz na jej skraju, czuj?c nieufno?? do jej mieszka?c?w, chocia? nieuzasadnion?. Po kilku dniach pojawi?y si? w?adze cywilne. Pierwsz? czynno?ci? by?o rozdanie byd?a i koni z folwarku O.O. Franciszkan?w w przysi??ku Zag?ra, dla najbiedniejszych mieszka?c?w wsi Hanaczowa i Stanimierza. Dla Hanaczowa przypad?o pomad 30 kr?w i 8 koni. W kr?tkim czasie zosta?a powo?ana „Wiejska Rada” (”Sil rada”), kt?rej g?ow? zosta? Anzelm Chmielowski, mieszkaniec wsi reemigrant z Francji. Biuro Wiejskiej Rady zosta?o ulokowane w jednym z pomieszcze? nowej plebanii. Kierownikiem biura, by? stale urz?duj?cy – sekretarz. W?adz? miejscow? uzupe?nia?o dw?ch milicjant?w, agronom wiejski i poborca podatkowy. Dokonany zosta? nowy podzia? administracyjny. Z by?ego powiatu przemy?la?skiego – utworzono dwie mniejsze jednostki administracyjne, tj. w Przemy?lanach i Glinianach. Hanacz?w zosta? w??czony do rejonu Gliniany- miasteczka, licz?cego oko?o 2 tys. mieszka?c?w, oddalonego od Hanaczowa oko?o 17 km. Miasteczko to znane jest z bogatej przesz?o?ci historycznej. Prywatne sklepiki w Hanaczowie uleg?y samolikwidacji, gdy? w?adze – radzieckie prywatnego handlu nie tolerowa?y. Dla ca?ej wsi utworzono jeden, sklep sp??dzielczy (kooperatyw?). Powo?any Komitet Biedniak?w, rozdzielaj?cy poprzednio byd?o i konie z folwarku, przyst?pi? do om?ot?w zbo?a folwarcznego. Obj?? te? w komisaryczny zarz?d cztery gospodarstwa z grupy powy?ej 15 morg?w, w gospodarstwach tych dokonywano r?wnie? om?ot?w. Zm??cone zbo?e rozdzielano najbiedniejszym mieszka?com wsi, wg wcze?niej sporz?dzonej listy. Przyst?piono do zespo?owego zagospodarowania folwarcznych grunt?w, siej?c ozimin?. Po dokonaniu siew?w podzielono zasiane grunta przysz?ym u?ytkownikom. Przedtem rozdzielono ?an ziemniak?w i burak?w. Pod koniec 1939 r. w?adze nakaza?y bezwzgl?dn? nauk? j?zyka rosyjskiego dla m??czyzn z rocznik?w: 1918, 1919, 1920, 1921. Wi?za?o si? to, czego nie ukrywano, z maj?cym nast?pi? poborem do Armii Czerwonej. Z kl?ski wrze?niowej cieszy?y si? najbardziej od?amy ludno?ci ukrai?skiej o zabarwieniu nacjonalistycznym. Szydzono i wy?miewano Polak?w, uk?adaj?c z?o?liwie anegdoty i piosenki. Wsz?dzie, czy to w polu, czy podczas jazdy poci?giem s?ycha? by?o powszechnie ?piewan? piosenk?, nawi?zuj?c? do ucieczki marsza?ka Rydza - ?mig?ego. Powtarza?y si? s?owa: „Oj Rydzu, Rydzu, szo te se nadajesz Ze te tuju Polszu na wik pokidajesz”. Wiadomo, ?e cech?, czy mo?e wad? narodow? Polak?w jest up?r i. przekora. We wsi rozmawiano po polsku, bardziej ni? za polskich czas?w. Do nauki j?zyka rosyjskiego si? nie przyk?adano. Na znak swoi?cie poj?tej ?a?oby narodowej, nie organizowano zabaw tanecznych, pomimo ?e w?adze w rejonie dawa?y do zrozumienia, ?e ch?tnie takiego zezwolenia udziel?. Tak by?o we wsi. Na zewn?trz, odezwanie si? po polsku grozi?o zniewa?eniem przez m?odych Ukrai?c?w. Polska mowa, by?a jakby przys?owiow? „czerwon? p?acht? na byka”. Reagowano natychmiast, czy to w formie z?o?liwej uwagi, czy obra?liwego epitetu pod adresem Polak?w. Co prawda, w?adze radzieckie zwalcza?y tego rodzaju zadra?nienia, ale m?wi?y o tym otwarcie, wola?y, ?eby rozmawiano po ukrai?sku. Pod koniec roku, do sklepu (kooperatywy) zacz?to przywozi? nieco wi?cej towaru, potrzebnego wsi. Jako nowo?? wprowadzono do obrotu towary, jakich jeszcze w sklepach hanaczowskich nie by?o. By?y to tkaniny surowe i artyku?y gospodarstwa domowego, jak: garnki, kubki, szklanki itp. Znamiennym faktem, by?o przywiezienie jako jednego z pierwszych artyku??w – do?? taniej w?dki. Kooperatywa skupowa?a dr?b, jaja, mas?o, warzywa i owoce. Zatrudnienie w sklepie wynosi?o - 5 os?b. Nie lada problem mia?a ludno?? ?ydowska, kt?ra jak wspomnieli?my poprzednio, zajmowa?a si? tylko handlem. Handel we wsi, m?g? by? prowadzony tylko przez sp??dzielni?. Ludno?? ?ydowska, z konieczno?ci musia?a zaj?? si? prac? na roli, cho? uprawia?a te? pok?tny handel. I wreszcie znowu za?wita?a nadzieja. W miesi?cu maju Niemcy znowu rozpocz?li ofensyw?. Przeciwko sobie mieli: Francj?, Angli?, Belgi? i Holandi?. Na terenie Francji znajdowa? si? angielski korpus ekspedycyjny, ?wietnie uzbrojony, gotowy do dzia?a? obronnych. Ju? pierwsze wie?ci, jakie mo?na by?o us?ysze? z radia czy wyczyta? z gazet, by?y niepomy?lne. Po kilku dniach pad?a Holandia i Belgia i armie niemieckie wdar?y si? na teren Francji, posuwaj?c si? szybko do przodu. Ca?a kampania przeciwko aliantom trwa?a niewiele d?u?ej ni? w Polsce – zako?czy?a si? ca?kowit? kl?sk? Francji, Belgii i Holandii. Korpusowi angielskiemu uda?o si? przedosta? do Anglii, pozostawiaj?c ca?y sw?j ci??ki sprz?t. Po agresji na Dani? i Norwegi? w miesi?cu kwietniu by?o jeszcze troch? nadziei, tym bardziej, ?e jednostki alianckie, w sk?ad kt?rych wchodzi?a samodzielna Brygada Strzelc?w Podhala?skich – odnios?y pierwsze, od pocz?tku wojny sukcesy, zdobywaj?c port i miasto Narwik. Natomiast upadek Francji podwa?y? i tak nik?? nadziej? na szybkie zako?czenie wojny i stawia? znak zapytania nad losem Polski. W tym czasie, na terytoria pa?stw ba?tyckich, tj. Litwy, ?otwy i Estonii wkroczy?y oddzia?y Armii. Czerwonej. Nastroje wi?kszo?ci Hanaczowian spad?y do zera, tym bardziej, ?e ju? od drugiej dekady miesi?ca lipca nast?pi?y ci??kie naloty na miasta i wsie angielskie. Rozpocz??a si? wojna niemiecko - radziecka. Z odbiornik?w radiowych, mieszka?cy wsi dowiedzieli si? oficjalnie o napa?ci Niemiec hitlerowskich na Zwi?zek Radziecki. U boku Niemc?w, wyst?pi?y takie pa?stwa, jak: Rumunia,W?gry, Bu?garia oraz szcz?tkowe pa?stewko - S?owacja. Sympatia mieszka?c?w wsi by?a po stronie Zwi?zku Radzieckiego, gdy? zdawano sobie spraw? ?e jego kl?ska - to kl?ska Anglii i los Polski zosta?by w?wczas definitywnie przes?dzony. Wielu mieszka?c?w zgromadzi?o si? w domach, gdzie mo?na by?o os?ucha? radia. Z odbiornik?w s?ycha? by?o naprzemiennie piosenki wojskowe i rewolucyjne oraz muzyk? powa?n?. We wsi by?y akurat sianokosy. Ludziom jako? nie bardzo ?pieszy?o si? do pracy. Towar, znajduj?cy si? w sp??dzielni, zosta? wykupiony w ci?gu kilku godzin. Wykupywano nawet rzeczy zb?dne, bez kt?rych mo?na by?o si? obej??. Wok?? lotniska w Kurowicach, kr??y?y nieprzerwanie samoloty radzieckie, przelatuj?c nad nasz? wsi? (lotnisko by?o odleg?e ok. 8 km). Nie przeszkadza?o to jednak niemieckim samolotom lecie? na Lw?w, zrzuca? tam bomby i wraca? t? sam? tras? z powrotem. Po jakich? trzech czy czterech dniach, niebo zosta?o ca?kowicie opakowane przez lotnictwo niemieckie. Pojawiaj?cy si? jeszcze pojedynczy samolot radziecki, by? natychmiast atakowany przez my?liwce niemieckie, wy?aniaj?ce si? gdzie? z nieba. W walce w my?liwcami niemieckimi, pilot radziecki nie wiele mia? szans. Codziennie s?ycha? by?o, ju? od wczesnych godzin porannych, wybuchy bomb w kierunku Zaciemnego i tzw. „Dw?ch Rogatek”. Po up?ywie pi?ciu lub sze?ciu dni od wybuchu wojny, w godzinach przedwieczornych pojawili si? pierwsi uciekinierzy cywilni. p??niej, co noc, przez wie? ci?gn??y furmanki z uciekinierami. Byli te? uciekinierzy piesi z t?umokami i workami na plecach. W 7-mym dniu wojny, grupki m??czyzn z Hanaczowa, od 20-30 os?b, zatrudnione by?y przy za?adunku amunicji artyleryjskiej na stacji kolejowej w Kurowicach. Jedna z grup, udaj?ca si? do za?adunku, napotka?a kilku dywersant?w niemieckich. Z pod rozpi?tej bluzy munduru radzieckiego, wida? by?o skrawek munduru niemieckiego. Dywersanci znikli w zbo?u. I znowu o ?wicie – m?g? to by? ostatni dzie? czerwca, us?yszano ca?? seri? wybuch?w. To ostatni oddzia? radziecki wysadzi? w powietrze magazyny amunicyjne w Kurowicach. Potem przyszli, a w?a?ciwie przyjechali na koniach pierwsi Niemcy. Bram? triumfaln?, tym razem, przygotowa?o kilku mieszka?c?w ukrai?skiej wsi - Siedliska.

POCZ?TKI OKUPACJI
Przez kilka nast?pnych dni, Niemcy nie pokazywali si? we wsi. Milcza?a r?wnie? radiostacja lwowska. Gospodarze zbierali si? w domach, gdzie by?y radia kryszta?kowe i wpatrywali si? w tuby g?o?nik?w, oczekuj?c, ?e mo?e w ka?dej chwili nadany b?dzie jaki? komunikat. Jak nigdy dot?d, byli spragnieni wiadomo?ci ze ?wiata. Po wielu godzinach oczekiwania, poprzedzony piskami, odezwa? si? wreszcie g?os spikera. Nie by? to ju? dobrze znany g?os spikera radzieckiego. Spiker, w j?zyku ukrai?skim zapowiedzia? audycj? – by?a to transmisja z dzi?kczynnego nabo?e?stwa z cerkwi katedralnej ?w. Jura we Lwowie. W tym samym czasie, ze wszystkich okolicznych wsi, s?ycha? by?o bicie dzwon?w w cerkwiach. Milcza?y tylko dzwony w ko?ciele w Hanaczowie. Przez pastwisko „B?onie” bieg? szybko jaki? obdartus, przybieg? do dzwonnicy i zacz?? dzwoni?. Widz?c, ?e nikt mu nie pomaga, jakby si? zreflektowa?. By? w stanie najwi?kszej euforii, kl?ka? i sk?adaj?c modlitewnie r?ce dzi?kowa? Bogu, ?e nareszcie po tylu latach niewoli jest „ Samostijna Ukraina”. W tym samym dniu, przyjecha?a na koniach grupa osobnik?w, zawieszaj?c w kancelarii gromadzkiej niebiesko -???t? flag?. Przez wie?, w jednym i drugim kierunku, przeje?d?ali konno i na furmankach jacy? ludzie w czapkach- deklach z tr?jz?bem. Czapki te nazywano „mazepenkami”. Na r?kawie mieli sino- ???te opaski z napisem: „Ukrai?skie Wijsko”. Zorganizowali zaraz ukrai?ski posterunek policji, najpierw w domu Micha?a D?ogi (Macieja), a nieco p??niej w budynku plebanii. Nacjonali?ci ukrai?scy, rozpocz?li swoje „rz?dy” w Hanaczowie od bicia i maltretowania ludno?ci ?ydowskiej. Nie oszcz?dzano te? ludno?ci, polskiej. Wzywano wielu m?odych m??szczyzn, bito ich nahajami i kijami, domagaj?c si? zwrotu wymontowanych, rzekomo karabin?w maszynowych z nieuruchomionego czo?gu, znajduj?cego si? w pobli?u wsi Siedliska. By?a to wyra?na prowokacja i akt zemsty ze strony rozwydrzonych „policjant?w”. Wprowadzono godzin? policyjn? od godz.18-stej do godz. 7-mej. Uprzedzano, ?e nawet krz?tanie si? po obej?ciu w godzinach policyjnych, b?dzie uwa?ane za przest?pstwo i karane z ca?? surowo?ci?. Godzin policyjnych przestrzegano skrupulatnie, gdy? wiedziano ?e nie rzucano s??w na wiatr. Zdarza?y si? wypadki nocowania w polu, gdy? nikt z pracuj?cych w polu nie posiada? zegarka i nie by? pewny czy po powrocie do domu, nie zastanie go godzina policyjna. Czasami tu? przed godzin? policyjn?, s?ycha? by?o terkot wozu p?dz?cego do wsi. Chciane w ostatniej chwili zd??y? do domu. Zreszt?, kto na wsi mierzy? dok?adnie czas. Nie mieli te? zegarka sami policjanci. Po mimo licznych kontroli policjant?w, ch?opcy wieczorem spotykali si? w um?wionych miejscach. Oczywi?cie, nie chodzili drogami czy otwartym terenem lecz przez ogrody i sady oraz ma?o znanymi ?cie?kami. Tymczasem, armie niemieckie wraz z armiami swoich sojusznik?w par?y zwyci?sko naprz?d, zdobywaj?c wiele miast na Ukrainie i Bia?orusi. Mit o niezwyci??onej armii niemieckiej zacz?? si? ugruntowywa? tak?e u Polak?w. Wi?kszo?? Ukrai?c?w uwa?a?a ?e rozbicie Zwi?zku Radzieckiego jest tylko kwesti? czasu. W wielu wsiach ukrai?skich budowano kopce- mogi?y. Mia?y one symbolizowa? pocz?tek ery „Samostijnej Ukrainy”, kt?ra mia?a tyle samo istnie?, co tysi?cletnia Rzesza. Zn?canie si? nad ludno?ci? ?ydowsk?, wesz?o ju? do systemu. Kiedy tylko policjant czy inny przedstawiciel „ukrai?skiej w?adzy” chcia? wy?adowa? swoje dzikie instynkty, udawa? si? do domu ?ydowskiego i maltretowa? jego mieszka?c?w, nie wy??czaj?c starc?w i dzieci. Cz?sto s?ycha? by?o ukrai?sk? piosenk?, ?piewan? przez nacjonalist?w, mi?dzy innymi o takich s?owach: „Smert, smert, Lacham smert, Smert, mas-kowsko-?ydowski komuni”,. S?owa tej piosenki by?y jakby programem polityki narodowo?ciowej „ukrai?skiej w?adzy”. Polityk? tak? stosowa? chcieli wg wzorc?w hitlerowskich. Ukrai?scy policjanci pozdrawiali si? wyci?gni?t? praw? r?k? do g?ry, podobnie jak hitlerowcy. Pozdrowienie tak?e polega?o na tym, ?e pierwszy, podnosz?c r?k? – m?wi?: „S?awa Ukrainy”, drugi, te? podnosz?c r?k? – odpowiada?: „Smert, Lacham”. Dochodzi?y s?uchy, zreszt? policjanci sami si? che?pili o rozbrajaniu przez nacjonalist?w „naszych ch?opciw” ma?ych grupek i pojedynczych ?o?nierzy radzieckich. Stosunek olbrzymiej wi?kszo?ci Ukrai?c?w, przynajmniej z naszych okolic, by? raczej przeciwny takim poczynaniom nacjonalist?w. Byli oni raczej za stopniowym rugowaniem Polak?w – jak m?wiono – z ukrai?skiej ziemi, dok?d, nie wiadomo. O koegzystencji nie mog?o by? mowy. Byli te? tacy, a by?o ich chyba niewielu, kt?rzy wyra?nie wsp??czuli ?ydom, kt?rzy poszli na pierwszy ogie? tej szale?czej polityki eksterminacyjnej Polakom, kt?rych podobny los czeka? nieco p??niej. Ukrai?cy mogli wst?powa? do policji pomocniczej i zajmowa? stanowiska na szczeblu gminy. Miasto powiatowe – Przemy?lany, nasycone zosta?o wieloma urz?dami: typu administracyjnego i gospodarczego, a tak?e wielowarstwow? instytucj? terroru, tj. policj?. Otrzymany nakaz z gminy o przymusowych, dostawach zbo?a (kontyngentach) wywo?a? szok u czytaj?cych ten z?owrogi ?wistek papieru. ?eby go chcie? wykona?, we wsi nie pozosta?oby ani ziarenka zbo?a. Tak wielki kontyngent, by? dalsz? z?o?liwo?ci? ze strony w?jta gminy, by? nim mieszkaniec wsi Peczenia (imi? i nazwisko nieznane). Przez na?o?enie na nasz? wie? tak wielkiego kontynentu, chcia? on ochroni? Ukrai?c?w od wi?kszych dostaw, kosztem polskiej wsi. Dopiero, delegacje do powiatu, mi?dzy innymi w osobach: ksi?dza, i so?tysa, w?adaj?cych biegle j?zykiem niemieckim spowodowa?a, ?e kontyngent dla Hanaczowa zosta? ustalony w jakich? rozs?dnych rozmiarach.


NASILENIE DZIA?ALNO?CI BAND. WARTY NOCNE Z BRONI?. STAN GOTOWO?CI MIEJSCOWEJ PLAC?WKI ZWZ-AK
W drugim p??roczu 1943 r., sytuacja na wszystkich frontach wyra?nie si? polepszy?a, na korzy?? aliant?w. Nas najbardziej interesowa? front wschodni, gdzie w?a?ciwie rozgrywa?y si? losy wojny. S?abiej interesowano si? kampani? w Afryce i po?udniowych W?oszech, a jeszcze s?abiej dzia?aniami Amerykan?w przeciwko Japonii. Wiadomo, najbli?sza cia?u jest koszula. Przebieg dzia?a? na froncie wschodnim, by? dla Polak?w z kres?w wschodnich – spraw? ?ycia i ?mierci. Front, chocia? do?? szybko posuwa? si? na zach?d, by? jeszcze do?? daleko. Nie dotar? jeszcze do granic pa?stwa polskiego, z przed 1939 roku. Siedlisko nacjonalist?w ukrai?skich mie?ci?o si? na ziemiach od Zbrucza do Sanu. Na wsch?d od rzeki Zbrucz, zamieszkiwa?a tak?e ludno?? ukrai?ska lecz ruch?w nacjonalistycznych, w wi?kszym rozmiarze – tam nie napotkano. Ju? od wiosny, do Hanaczowa przenika?y wie?ci o mordach dokonywanych przez nacjonalist?w ukrai?skich na ludno?ci polskiej. Wiadomo?ci by?y sporadyczne i zaprzeczaj?ce sobie nawzajem. Raz m?wiono o masowej rzezi Polak?w, tak?e w ma?ych miastach i miasteczkach, w kt?rych si? schronili. Drugi raz – m?wiono o akcji policji granatowej, wspomaganej przez du?e oddzia?y Armii Krajowej. Oficjalnych wiadomo?ci na ten temat, tak w prasie jak i w radio nie by?o. Ludzie sami ju? nie wiedzieli, co o tym s?dzi?. W masow? rze? nie wierzyli. Przewa?a?a opinia, ?e by?y tam jakie? osobiste porachunki, skrzywdzonych za czas?w polskich czy w?adzy radzieckiej – Ukrai?c?w, przez Polak?w. Nie dopuszczali nawet my?li, ?e jeszcze b?d? co b?d?, w XX wieku, mog?y si? zdarzy? takie rzeczy, jak ongi? – za najazd?w tatarskich, Ukazuj?ce si? gazetki podziemne, mi?dzy innymi: „Biuletyn Informacyjny Ziemi Czerwie?skiej” rzuca? pewne ?wiat?o na wydarzenia, jakie mia?y tam miejsce. M?wimy ca?y czas – o Wo?yniu i po?udniowym Polesiu. By?y tam opisywane pojedyncze wypadki mord?w, z podaniem nazwisk pomordowanych. Wiadomo?ci te by?y niepe?ne i nie m?wi?y o zasi?gu pogrom?w. W ka?dym razie nie m?wiono o rzekomej akcji polskiej policji granatowej i akcji odwetowej Armii Krajowej. W?tpliwo?ci zosta?y cz??ciowo rozwiane, gdy do wsi przyby? jeden z Lwowiak?w, w celach handlowych. Okaza? si? on uciekinierem z Wo?ynia (pokaza? nawet dow?d to?samo?ci – kennkart?). Opowiada? on, o mro??cych krew w ?y?ach – mordach, dokonywanych z zimn? krwi? na osobach doros?ych, starcach i dzieciach. Nie musia? sprzedawa? przywiezionego towaru. Ledwie ud?wign?? plecak z ?ywno?ci?, jak? za?adowa?y mu kobiety, niczego w zamian nie ??daj?c. Ludzie popadli w zadum?. Zacz?li si? g??boko zastanawia?, jeszcze nie w pe?ni wierz?c w to, co powiedzia? ?w Wo?yniak. By?oby to zbyt okrutne, absolutnie niemo?liwe. Z drugiej strony widzieli, jak Niemcy i ich pomocnicy traktowali ?yd?w, ?e zdarza?y si? takie rzeczy, w kt?re przedtem, nikt by nie uwierzy?. Zacz?li pojmowa?, ?e niebezpiecze?stwo jest realne. Rozwa?ania te posz?y na dalszy plan, gdy rozpocz??y si? ?niwa. Niemcy nasilili terror. Ca?y aparat okupacyjny z powiatu wyjecha? w teren, w celu zmuszenie ch?op?w do szybkiego, odstawiania zbo?a. M??cono wi?c co si? da?o, aby zaspokoi? jako? Niemc?w. Opiesza?ych bito, czym popad?o: nahajami, cepami (odebranymi m?ocarzowi, gdy ten nie m?g? udowodni? dostawy wi?kszej ilo?ci ziarna), kijami, bito po twarzy, kopano. Z wielu gospodarstw zabrano krowy na folwark, z gro?b? zabrania krowy na rze?, je?li w nakazanym terminie nie zostanie dostarczona okre?lona ilo?? zbo?a. W akcji tej, szczeg?lnie ws?awi? si? ?andarm, o nazwisku Zejman. Nazwisko to piszemy fonetycznie. Poprzednio, te? on dojad? mieszka?com. By? przez ca?? wie? znienawidzony. W czasie ?niw wojsko (b. m?ody rocznik) otoczy?o wie?, nie pozwalaj?c nikomu uda? si? w pole do ?niw. Chodzi?o o to, by zm??ci? to zbo?e, kt?re zosta?o zwiezione do stod?? i po zdaniu okre?lonego kontyngentu, przyst?pi? do dalszych zbior?w tj. pszenicy i owsa. Wojsko to, w sile batalionu, przeczesywa?o pola i lasy, w poszukiwaniu ?yd?w, zbieg?ych z oboz?w i getta. Do Kurowic ci?gn?? sznur furmanek ze zbo?em. „Macie, najedzcie si?, to ostatni ju? raz” – m?ciwie m?wili po cichu rolnicy. By?y to najci??sze ?niwa wojenne. Po ich zako?czeniu i zdaniu kontyngent?w, ludzie odetchn?li z ulg?. Znowu uparcie nachodzi?a ich my?l o najbli?szej przysz?o?ci, nie zapowiadaj?cej si? dobrze. We wsi, ju? p?? oficjalnie, w godzinach wieczornych i nocnych pojawia?y si? grupki nacjonalist?w ukrai?skich, uzbrojonych w bro? kr?tk?. Maszerowa?y one g?siego ze Stanimierza przez Hanacz?wk? do Siedlisk. Niebezpiecze?stwo stopniowo narasta?o. Czy ludzie temu post?puj?cemu zagro?eniu przeciwstawiali si? w jaki? spos?b czy biernie oczekiwali na sw?j los, jak ?ydzi? Hanaczowiacy byli pokoleniem narodu wojownik?w. Historia ich kraju – to wiele wojen i bitew zwyci?skich i przegranych. Bili si? w obronie w?asnej Ojczyzny. Bili si? te? za innych, cz?sto zawiedzeni i oszukani. Byli narodem dumnym i buntowniczym, nie pozwolili sobie „dmucha? w kasz?”. ?ydzi natomiast, byli narodem kupc?w i rzemie?lnik?w, ?yj?cych od wiek?w w diasporze. Cechowa?a ich mentalno?? ludzi wschodu. Byli cisi, ulegli i pokorni. Obcy by? dla nich odruch buntu i przekory. W ich mieszkaniach, trudno by?o znale?? portret cz?owieka w mundurze wojskowym. Nie znamy historii narodu ?ydowskiego. Z podr?cznika historii Polski, s?yszeli?my o jednym ?ydzie, kt?ry razem z mistrzem szewskim – Janem Kili?skim – otrzyma? szlify pu?kownikowskie. By? nim, Berek Joselewicz. ?ydzi wiedzieli o nim mniej jeszcze, ni? Polacy. Wojn? si? nie interesowali. Do pogrom?w byli przyzwyczajeni. Manifestacyjne przemarsze ukrai?skich „Stri?ciw” w r??nych porach nocnych, nasila?y si? stopniowo. Co przezorniejsi gospodarze rozgl?dali si? po swoich obej?ciach, upatruj?c miejsce, gdzie mo?na by w razie potrzeby, przygotowa? kryj?wk? i ukry? tam swoje rodziny. Kryj?wek jeszcze nie kopano, gdy? wstydzono si?, ?eby nie pos?dzono tch?rzostwo. Chyba zaraz po wkroczeniu Niemc?w na tereny wschodnie, w Hanaczowie zawi?zana zosta?a organizacja wojskowa – Zwi?zek Walki Zbrojnej – p??niej Armia Krajowa. Organizacja ta, pocz?tkowo nieliczna, w 1943r., a wi?c, w czasie opisywania tego okresu, by?a ju? organizacj? pr??n?, dobrze zakonspirowan? i zdyscyplinowan?. Posiada?a ona kilka karabin?w, kilkana?cie rewolwer?w i pistolet?w, te? granaty. Komendantem plac?wki, by? Kazimierz Wojtowicz, pseudonim „G??g”. Hanaczowska plac?wka by?a powi?zana organizacyjnie, zgodnie z obowi?zuj?c? struktur?, a wi?c z rejonem, inspektoratem itp. Z g?ry, do hanaczowskiego oddzia?u AK, zacz??a nap?ywa? stopniowo bro? d?uga i kr?tka oraz granaty. Wie? wi?c, nie by?a zupe?nie bezbronna, jak powszechnie s?dzono. Ta „niewiara” og??u mieszka?c?w wynika?a ze wzgl?d?w konspiracyjnych. Nie mo?na by?o przecie? ludziom powiedzie?: „nie b?jcie si?, mamy bro?, my was obronimy”. Na skutek coraz zuchwalszych poczyna? nacjonalist?w z s?siednich wsi, hanaczowska plac?wka AK nie mog?a przypatrywa? si? biernie biegowi wydarze?. S?yszano, ?e bulbowcy i banderowcy mordowali pojedyncze rodziny, wg wcze?niej sporz?dzonej listy. My?lano, nie bez podstaw, ?e tak? sam? metod? zastosuj? w Hanaczowie. Najpierw, jak to by?o na Wo?yniu, zaczn? mordowa? nauczycieli, ksi??y i co bardziej ?wiat?ych gospodarzy. Te przemarsze nocne uzbrojonych Ukrai?c?w, mia?y na celu „zmi?kczenie” Hanaczowiak?w, pozbawi? ich woli oporu, nap?dzi? im strachu. By?a to ich „bro? psychologiczna”. Dow?dcami ich sotni czy kureni?w – byli nierzadko lekarze i adwokaci, kszta?ceni w polskich uniwersytetach. Pewnej nocy, by?o to pod koniec lata, rozrzucone zosta?y ulotki. Tre?? ich sprowadza?a si? do poucze?, ?e nie nale?y s?ucha? polskich przyw?dc?w lecz tylko ukrai?skich polityk?w, kt?rzy zapewni? im zno?ne warunki i zagwarantuj? ?ycie. Zasadniczym warunkiem tej „opieki” mia?o by? ca?kowite pos?usze?stwo i poddanie si? ich woli. Wg okre?le? wojskowych – mia?a to by? kapitulacja bezwarunkowa. Za kilka dni rozrzucono polskie ulotki. Tre?? ich by?a przeciwstawna ukrai?skim ??daniom. M?wi?a ona, ?e ziemia ta by?a ziemi? polsk?, jest ni? obecnie i pozostanie na zawsze. O polsko?ci tych ziem – pisano w ulotce – ?wiadcz? ruiny zamk?w polskich, rozsianych po ca?ym terenie. O polsko?ci ?wiadcz? ko?cio?y i polska mowa. Tyle z tre?ci ulotek. Czytaj?cy zrozumieli, ?e „ko?ci zosta?y rzucone”. Oczekiwano na dalszy bieg wypadk?w. W celu zabezpieczenia si? przed nag?? napa?ci? zorganizowano warty- czujki z broni? kr?tk?, w kilku najbardziej newralgicznych punktach wsi, tj.: od strony lasu franciszka?skiego, za kt?rym le?a?a wie? Stanimierz i od strony Siedlisk i So?owej. Warty by?y dwu- lub trzyosobowe. W centralnym punkcie wsi – w nowej plebanii, w brogu z sianem usadowi?a si? kilkuosobowa grupa, uzbrojona w karabiny i bro? kr?tk?. Jej zadaniem by?a natychmiastowe interwencja w miejscu, gdzie wyst?pi?oby zagro?enie ze strony bandy. Oczywi?cie, warty by?y dobrze ukryte przed ciekawskim wzrokiem mieszka?c?w wsi. Jak to bywa noc? – nas?uchiwano. Ch?opcy mieli s?uch dobry i nic nie usz?o ich uwagi. Wsi nie patrolowano, z uwagi na mo?liwo?? dekonspiracji. Nie chciano te? niepokoi? mieszka?c?w – wielu z nich, ukrytych za w?g?em domu czy za bram? obserwowa?a bacznie drog?. Dekonspiracja grozi?aby pacyfikacj? ca?ej wsi, gdy? Niemcy i policjanci ukrai?scy mieli ju? Hanacz?w na oku. St?d bowiem wychodzi?o wiele akcji, skierowanych przeciwko – okupantom. Niemcy zacz?li ju? co? podejrzewa?. R?wnie? w?adze okupacyjne zdawa?y sobie spraw?, ?e Hanacz?w, si?? rzeczy jest baz? ?ywno?ciow? dla ukrywaj?cych si? w pobliskich lasach, ?yd?w. Wisz?ce w powietrzu niebezpiecze?stwo ze strony banderowc?w pogorszy?o si? znacznie obecno?ci? stosunkowo du?ej ilo?ci ?yd?w, przebywaj?cych w lasach hanaczowskich. ?ydzi, jako ?e z przyrod? niewiele mieli wsp?lnego (wi?kszo?? z nich by?a z miasta), zachowywali si? lekkomy?lnie, mo?na powiedzie?, dziecinnie. Z lasu wychodzili beztrosko, nieraz jeszcze przed zachodem s?o?ca, kieruj?c si? do wsi. Zakradali si? do brog?w czy stod??, palili papierosy, g?o?no rozmawiali, nucili nawet po cichu piosenki. O ?wicie wracali do lasu, niekiedy, gdy s?o?ce by?o ju? wysoko na niebie, Nieraz gospodarz, id?c do stodo?y, z przestrachem zobaczy? kilku osobnik?w, smacznie ?pi?cych na sianie. W og?le nie zdawali oni sobie sprawy, ?e za przechowywanie ?yda grozi?o kar? ?mierci dla niego samego i jego bliskich. Gdyby tak Niemcy otoczyli wie? i przeprowadzili rewizj?, znale?liby co najmniej setk? ?yd?w. Tak by?o ka?dego dnia. Co za to czeka?oby wie?, lepiej nie my?le?. ?e niekt?rzy ?ydzi handlowali z mieszka?cami wsi i niekt?rzy Hanaczowiacy mieli rzekomo zgromadzi? z tego tytu?u znaczny maj?tek, mog?o by? prawd?, ale tylko w pierwszej cz??ci zdania. Bo ?e za ?ywno?? p?acili pono? bajo?skie sumy, mo?na mi?dzy bajki w?o?y?. Gdzie? oni mogli przechowywa? te skarby? Czy w getcie, z kt?rego wyszli, czy w obozie, z kt?rego uciekli? W jednym i drugim przypadku, niemieccy ?andarmi i ukrai?scy policjanci przeprowadzili niejednokrotnie szczeg??owe rewizje osobiste, prze?wietlaj?c niemal ka?dy centymetr odzie?y. Prawd? jest, ?e tu i ?wdzie p?acili w naturze, w postaci zu?ytej odzie?y, czasami marnego zegarka. Prawd? jest tak?e, ?e ?ydzi, pod wp?ywem g?odu, dokonywali kradzie?y na polach i w zabudowaniach. Na polach wykopywali ziemniaki, na warzywnikach znika? czosnek i cebula, marchew i pietruszka. Nikt tego nie bra? im za z?e, wiedziano; ?e tylko wielki g??d do tego ich zmusza?. Sami bowiem wiedzieli, co to jest g??d – dla innych mieli te? zrozumienie. Wr??my jednak do naszych spraw. Pocz?tek jesieni 1943 r. Pierwszym sygna?em ostrzegawczym o zbli?aj?cym si? ju? do nas niebezpiecze?stwie – by?o wymordowanie jednej polskiej rodziny w Podjarkowie i ca?kowite spalenie ich gospodarstwa. Na pomoc z Hanaczowa, biedacy nie mogli liczy?, bo zanim podpalono zabudowania, jego w?a?ciciele ju? nie ?yli. Banderowcy triumfowali i mogli og?osi? uroczy?cie (jak Niemcy przy likwidacji getta w Przemy?lanych) - „Pidjarkiw bez Polakiw”. By?o to na pocz?tku wrze?nia 1943 r. By?y to pierwsze ofiary, w bezpo?rednim s?siedztwie. Na froncie wschodnim odnotowano pierwsze sukcesy. Armia Czerwona, milowymi krokami zbli?a?a si? do przedwojennych granic Polski. Na zachodzie Niemcy ponosili kl?ski. We W?oszech powsta? nowy rz?d – aresztowano Mussoliniego. Odpad? wi?c Niemcom licz?cy si? sojusznik. Tak?e w wojnie z Japoni?, Amerykanie zacz?li odnosi? sukcesy. Niemcom i ich sojusznikom przes?a?a „i?? karta”. Nast?pi? zasadniczy zwrot w wojnie. Jednak do ko?ca wojny by?o jeszcze daleko. Zdawali sobie z tego spraw? i Polacy, i Ukrai?cy. Nasta?a p??na jesie?, pos?pna i smutna. Zag?szczono warty i te z broni?, i te bez broni. Warty mia?y za zadanie alarmowa? o zbli?aj?cym si? niebezpiecze?stwie. W listopadzie, miejscowa kom?rka AK otrzyma?a poufn? wiadomo?? o maj?cym nast?pi? zamachu na ?ycie nauczycielskiej rodziny Dietrich?w i nauczyciela Weissa. Natychmiast obstawiono budynki, kt?rych mieszkali nauczyciele. Morderstw nie dokonano – jakim? niepoj?tym sposobem, banderowcy dowiedzieli si? o zasadzkach. Czy?by mieli w Hanaczowie wtyczk?? ?e tak mog?o by?, potwierdzaj? to dalsze wydarzenia, opisane w dalszej cz??ci. Nauczyciel, Stanis?aw Weis, zosta? zastrzelony w lesie, gdzie pracowa? jako brakarz. Powiadomiona przez powracaj?cych z lasu wo?nic?w i ?yd?w – grupa uzbrojonych akowc?w pu?ci?a si? w po?cig za mordercami, lecz bez skutku. ?lady prowadzi?y do wsi Stanimierz. By?a to pierwsza ofiara, z r?k banderowc?w, w naszej wsi. W bardzo uroczystym pogrzebie wzi?li udzia?: le?niczy – Ukrainiec i pop ze wsi Siedliska – uwa?any za libera?a.

Pewnego listopadowego dnia, pojawi?o si? kilku Ukrai?c?w ze Stanimierza i Siedlisk – znanych dzia?aczy nacjonalistycznych, uzbrojonych w pistolety i granaty. Ich obecno?? we wsi i zachowanie si? wskazywa?o na to, ?e zamierzaj? dokona? zamachu w bia?y dzie?, mo?e na ksi??y lub nauczycieli. Zamach zosta? udaremniony, dzi?ki stanowczej postawie kilku akowc?w. Uciekaj?cy w pop?ochu nacjonali?ci, wpadli w r?ce przypadkowo – przeje?d?aj?cej przez wie? – policji kryminalnej Kripo. U jednego z nich – znaleziono pistolet, u drugiego – granat, a dw?ch pozosta?ych, odrzuci?o bro? od siebie, nie trafi?a ona jednak do r?k niemieckich. Zapewne znale?li j? ch?opcy, kt?rzy penetrowali miejsce zdarzenia. Oczywi?cie, do tego si? nie przyznali. Po tym zdarzeniu, banderowcy nie odwa?yli si? wst?pi? nawet nog? do naszej wsi. Pojedynczych mord?w ju? si? nie obawiano. Taktyka odstraszania – okaza?a – si? s?uszna. W miesi?cu styczniu, wymordowano kilka rodzin (oko?o 20-stu os?b) w Krosienku, nikogo nie oszcz?dzaj?c. Zabudowa? nie spalono w obawie przyj?cia policji czy wojska z pobliskich Przemy?lan, a by? mo?e, gospodarstwa po zamordowanych, mia?y by? przeznaczone dla morderc?w, jako nagrody za ich „bohaterski wyczyn”. W Przemy?lanach znajdowa?o si? du?o ?andarm?w, policjant?w, wojska i pomimo, ?e o napadzie byli zaraz powiadomieni, nikt si? nie zjawi? ani zaraz, ani p??niej. Mord, dokonany pod bokiem siedziby w?adz, dawa? podstawy do przypuszcze? ?e banderowcy dzia?ali za cichym przyzwoleniem w?adz. Poprzednio by?a mowa o tym w prasie podziemnej lecz nie bardzo w to wierzono. Teraz przekonano si? o tym naocznie. Pogrzeb pomordowanych ofiar, odby? si? w Przemy?lanach bardzo uroczy?cie. Czy?by nas sta? by?o tylko na uroczyste pogrzeby – pytano z niepokojem. W miejscowo?ci Wo?k?w, zamordowano miejscowego ksi?dza, a zaraz potem, powracaj?cego z pogrzebu ks. kanonika Kwiatkowskiego – proboszcza parafii we ?wirzu C?? z tego, ?e wiadomo?ci z frontu wschodniego, by?y dla Polak?w bardzo pomy?lne? „Zanim s?o?ce zejdzie, rosa oczy wyje” – powtarzano wyczytane gdzie? w literaturze, powiedzenie. Jesienno-zimowa pogoda z pluch? i przenikliwym zimnem, dzia?a?a deprymuj?co na mieszka?c?w wsi. Napi?cie psychiczne ci?gle ros?o, ludzie snuli si? jak jesienne muchy. Wyczuwali jakby pod?wiadomie, ?e „co?” wisia?o w powietrzu, jeszcze nie uchwytne, „co?” co budzi?o niepok?j. Zdawa?o si? ludziom, ?e to „co?” si? zbli?a, jest coraz bli?ej. „Co?” co by? musi, od czego nie ma ucieczki, jednak trzeba si? mie? na baczno?ci. Do niedawna jeszcze by?a obawa, dzi? ju? pocz?tek trwogi, narastaj?cej z wolna lecz ci?gle. Niekt?rzy nie wytrzymywali nerwowo; niech b?dzie, co me by?, byle pr?dzej, byle ju? by?o po wszystkim. To „co?” jeszcze si? nie ukaza?o, chocia? by?o ju? wszechobecne, jakby namacalne. Zacz?to po?piesznie szykowa? kryj?wki, to w piwnicy, to w stajni lub w stodole. Kopano schrony na podw?rkach lub na ogrodach, w pobli?u zabudowa?. M??czy?ni w nocy rzadko spali, pilnowali swoich domostw, czasami we dw?jk? lub tr?jk? – dla dodania sobie odwagi – z wid?ami w r?ku. ?wi?to Matki – Boskiej Gromnicznej zgromadzi?o wiele ludzi w ko?ciele. Dzie? przeszed? spokojnie. Po po?udniu, przysz?a do wsi grupka ?yd?w z lasu. Przyszli oni z wiadomo?ci?, ?e w lesie widziano kilka du?ych grup (w jednej grupie oko?o 100-stu ludzi) uzbrojonych w bro? d?ug? i automatyczn?. Niekt?rzy byli na koniach. Cz??? z nich, znik?a gdzie? w lesie. W okolicy „Zadniego K?ta”. Wi?kszo?? za? posz?a przez „Zapust”, w kierunku wsi Siedliska. Czy byli to banderowcy, nie wiedzieli. M?g? to by? oddzia? partyzant?w radzieckich. Do wiadomo?ci tych nie przywi?zywano wi?kszej wagi. Ponadto, nie chciano spowodowa? paniki. Na wszelki wypadek, wzmocniono warty. Noc przesz?a spokojnie. M?wiono ?e ?ydzi chyba przesadzili, co do ilo?ci przechodz?cych uzbrojonych grup.

I NAPAD UPA NA HANACZ?W.
Dzie? 3-go lutego przeszed? tak?e spokojnie. Pogoda by?a bez zmian, raczej wiosenna, noc bezksi??ycowa. O godzinie 20-stej ludzie jeszcze nie spali. Nagle, gdzie? od granicy wsi, od strony Hanacz?wki i z okolic D?browy, us?yszano strza?y. Zacz?to te? strzela? na ca?ej d?ugo?ci wsi, od strony Siedlisk. Zaraz po tym, na drodze, prowadz?cej do Siedlisk, na tle podpalonego gospodarstwa, ukaza?y si? grupki uzbrojonych ludzi, id?cych w kierunku do ?rodka wsi. Na ich drodze, pojawia?y si? coraz nowe po?ary. Zrobi?o si? widno, jak w dzie?. Zacz?to bi? w dzwon – w jedn?, stron? – co oznacza?o sygna? najwi?kszej trwogi. Po chwili dzwon umilk?. Po?ary zacz??y si? nasila?. Pali?y si? zabudowania przy drodze, prowadz?cej od granicy do gospodarstwa Lipnickiego i dalej. Po?ary pojawi?y si? na pocz?tku wsi od strony Zaciernego. Na tle tych po?ar?w wida? by?o, jak pojawia?y si? jednocze?nie grupy ludzi od strony przysi??ka Zag?ry. Byli w „K?cie”. Rowem, obok gospodarstwa Marcina Prusaka, w kierunku drogi g??wnej sz?a grupa umundurowanych policjant?w ukrai?skich, strzelaj?c w kierunku plebanii, ?wiec?cymi pociskami. Od strony D?browy i pola tzw. „Zagumienki” szyto g?sto ?wiec?cymi pociskami, staraj?c, si? podpali? zabudowania. Po?ary rozprzestrzenia?y si? ci?gle. Gdzieniegdzie, s?ycha? by?o przera?liwy ryk byd?a, palonego ?ywcem. Tu i ?wdzie, s?ycha? by?o wycie i j?k zabijanego psa. Czasami rozlega?o si? rozpaczliwe r?enie pal?cego si? ?ywcem konia. Przy ogniu uwija?y si? z?owrogie postacie, myszkuj?c po obej?ciach. Nie s?ycha? by?o j?k?w mordowanych ludzi. Ludzie umierali cicho. Nie s?ycha? by?o nawo?ywa? o pomoc, bo kt?? by przyszed? im z pomoc?. W tym piekle, jeden drugiemu nie m?g? nic pom?c. Wszystko to odbywa?o si? przy akompaniamencie pojedynczych strza??w, serii z karabin?w maszynowych i serii broni automatycznej. Od czasu do czasu, s?ycha? by?o wybuchy granat?w. Bandyci szli ci?gle, by?o ich coraz wi?cej, sp?ywali w tyralierach z p?l od strony Siedlisk. Wy?aniali si? z lasu franciszka?skiego. Byli widoczni, dobrze o?wietleni po?arami. Otaczali wie? od strony lasu „K?us?w” i od strony m?yna „Kaczora” w Hanacz?wce. Szli drogami i polami od trony So?owej i Podjarkowa. Wype?zali z w?wozu ko?o cegielni „Grzegorza”. Otaczali wie? zwartym pier?cieniem, uzupe?niali luki. By?o ich wielu, bardzo wielu, ca?e setki a mo?e i tysi?ce, kt?? by chcia? ich liczy?. Na pewno by?o ich wi?cej ni? mieszka?c?w razem wzi?tych, razem z dzie?mi i starcami. A co by?o z mieszka?cami? Ludzie kryli si?, gdzie mogli; to o op?otkach, to w zakamarkach obej??. Inni biegli grupkami lub pojedynczo w jedn? stron?, gdzie jeszcze po?ar?w nie by?o, napotykaj?c po drodze drug? grup? lub pojedyncze osoby, zmierzaj?ce akurat w przeciwnym kierunku. Ludzie miotali si? we wszystkich kierunkach, szukaj?c w miar? bezpiecznego miejsca do ukrycia si?. A wie? nie milk?a od strza??w. Ludzie gin?li od strza??w, przebijani bagnetami, ci?ci szablami. Odr?bywano im nogi siekierami, rozbijano g??wki dzieci?ce o futryny drzwi. Zapewne ten ich „dow?dca” lub mo?e kto? z jego „sztabu” by? kiedy? my?liwym, bo zamys?, jaki przyszed? mu do g?owy, by? i?cie szata?ski, a zarazem bardzo prosty. Chodzi?o o to, aby ludziom nap?dzi? strachu, aby na wp?? przytomni ze strachu uciekali w stron? lasu, przed kt?rym czeka?y zaczajone hordy bandyt?w, maj?cych strzela? do ludzi, jak na polowaniu do zaj?cy. Bo w domu czy we wsi mo?na si? by?o jeszcze gdzie? ukry?, gdzie? przycupn??. Tam, w szczerym polu, widoczni na tle po?ar?w, nie mieliby ?adnych. Pocz?tkowo ludzie zacz?li ucieka? do lasu hanaczowskiego, na szcz??cie jeszcze nie zamkni?tego. p??niej i ta droga by?a zamkni?ta. Od strony lasu franciszka?skiego, pier?cie? by? r?wnie? szczelnie zamkni?ty. Up?yn??a jedna godzina i druga, a strza?y ci?gle nie milk?y. Banderowcy grasowali nadal, morduj?c, kogo napotkali – nikogo nie oszcz?dzaj?c. Po?ar?w wi?cej nie wzniecano. To, co si? ju? pali?o, wystarczy?o, aby o?wietli? teren, by mogli trafi? tam, gdzie chcieli, by im nie usz?a ofiara. We wsi, jakby troch? ucich?o. S?ycha? by?o czasami, do?? g?o?no wymawiane ich has?o cyfrowe – podawano jakie? cyfry; nikt nie wiedzia?, co one oznaczaj?. Nie by?o te? wida? ludzi, uciekaj?cych to w jedn?, to w drug? stron?. Ka?dy gdzie? si? ukry?, gdzie? przycupn??, czy to pod mostem, przepustem, czy w sadzie pod kupk? suchych ga??zi. Ludzie, jakby natchnieni jakim? przeczuciem, opanowali ten naturalny odruch ucieczki do lasu. Mieli szcz??cie, bo pod lasem czeka?a ich pewna ?mier?. Tam byli zaczajeni bandyci. Wielu ludzi nie opuszcza?o swoich domostw. Banderowcy nie wsz?dzie dotarli; nie wsz?dzie byli obecni. Ci przezorniejsi, siedzieli w swoich kryj?wkach, przygotowanych na ten cel. Dochodzi?a godzina 23-cia. Piek?o trwa?o nadal, chocia? straci?o na swej intensywno?ci. Wielu straci?o ju? nadziej?, ?e ujdzie z ?yciem, bo niechby banderowcy przytrzymali do bia?ego dnia – nikt nie ma szans na uratowanie ?ycia. Punktualnie o. godz. 23-ciej „akcja” zosta?a odwo?ana. Trzy bia?e rakiety, wystrzelone na D?browie, oznacza?y koniec „wyczyn?w bohaterskich sotni”. Zaraz te? ucich?y strza?y. Mordercy odeszli cicho, jakby si? rozp?yn?li we mgle. Ludzie zacz?li wychodzi? z kryj?wek i udawa? si? do swoich dom?w. We wsi, tu i ?wdzie, s?ycha? by?o p?acz i zawodzenie ludzi, kt?rzy utracili swoich bliskich. Lamentowa?a matka nad zw?okami zamordowanych dzieci; to rozpacza?a ?ona nad zw?okami swojego m??a; to m?? i g?owa rodziny, wyrywa? sobie w?osy z g?owy z rozpaczy, ?e nie by? razem z nimi, ?e pozwoli?, ?eby zgin?li straszn? ?mierci? wszyscy – ca?a rodzina. Mia? bowiem wyrzuty sumienia, ?e nie ukry? swoich najbli?szych. Ludzie prze?yli piek?o. Te trzy godziny koszmaru, ubieli?o niekt?rym w?osy na g?owie, niekt?rzy chodzili jak b??dni, niczego jeszcze nie rozumiej?c. Nie pojmowali jeszcze, ?e byli o krok od ?mierci, straszliwej ?mierci. Straszliwe napi?cie powoli opada?o. ?wiat wraca? do normalnych wymiar?w; nast?pi?o zrozumienie tego, co si? wydarzy?o tej tragicznej nocy. Nikt nie spa? do rana. W ?wietle dziennym, zobaczono pok?osie nocnego sabatu krwio?erczych bestii. Najpierw zobaczyli 7-miu wartownik?w, kt?rzy pilnowali wsi od strony Siedlisk i Podjarkowa. Le?eli oni pokotem, potwornie zmasakrowani i skuci bagnetami. Jeden z nich, mia? cz??? twarzy odr?ban? szabl? lub siekier?. Ludzie, pe?ni?cy wart? widocznie my?leli, ?e warta nocna to zwyk?y wymys? – ?e tam chyba nic nie grozi?o. Bo gdyby my?leli inaczej, nie staliby na ?rodku drogi, z kijami w r?ku? Mogliby drog? obserwowa? zza p?ot?w czy za w?g??w budynk?w. Przecie? wszyscy pomordowani s?u?yli w wojsku i brali udzia? w wojnach. Czy?by ich w wojsku, tego nie nauczono? Nieco dalej, spali?y si? w domu a? dwie rodziny. Id?c w kierunku Hanacz?wki, napotykano coraz, wi?cej zw?ok pomordowanych, w r??nych okoliczno?ciach.. Id?c od strony Zaciemnego, w pierwszym budynku wymordowano ca?? rodzin?. Nieco dalej, r?wnie? nikt nie ocala?. Zamordowano chorego, ciosem bagnetu w pier?. Bagnet pozostawiono. Troch? dalej, wymordowano starszych i dzieci, rozbijaj?c g??wki o futryn? i odr?buj?c nogi na k?odzie do r?bania drwa. Niedaleko zamordowano ca?? liczn? rodzin? – tam, gdzie ten ojciec wydziera? sobie w?osy na g?owie. Nieco ni?ej, odr?bano kobiecie nogi. Na starej plebanii zgin?? jeden z akowc?w z broni? w r?ku, drugi by? ranny. W sumie naliczono ponad 70 zamordowanych, w tym kilkana?cie os?b spalonych ?ywcem. Po?r?d nich, by?o 15-?cioro dzieci. Spalono ponad 30 gospodarstw. Pad?o wiele sztuk byd?a i koni. Trzydzie?ci rodzin (ponad 150 os?b) straci?o dach nad g?ow?. Stracili wszystko, co posiadali, co by?o dorobkiem ich ca?ego ?ycia. Stali si? n?dzarzami. Niekt?rzy uciekli tylko w bieli?nie. Zostali bez niczego, w samym ?rodku zimy. Na gor?co dyskutowano o tym tragicznym wydarzeniu. Zadawano sobie pytanie, czy wie? si? broni?a, o ile tak, to w jakim zakresie i czy by?a jaka? alternatywa. Czy by?o jakie? inne rozwi?zanie? Pyta? by?o wiele. Odpowied? by?a jedna – wie? nie mog?a si? obroni? w ?aden spos?b, przed tak? nawa?? banderowc?w. Wsi broni?a niewielka grupka ludzi, w sile jednej dru?yny. Stoczy?a ona walk? na granicy wsi z nadci?gaj?c? band?, zatrzymuj?c j? na chwil?, by da? ludziom mo?no?? ukrycia si?. Ale c?? znaczy?a taka grupka, wobec wielu sotni banderowc?w. Jaki? odcinek mog?a ona zabezpieczy?; 100 m lub nieco wi?cej, gdy wie? w obwodzie liczy?a o ko?o 5 kilom. Z ka?dego punktu tego obwodu, grozi?o niebezpiecze?stwo.

Tutaj znowu male?ka dygresja. Nie b?dziemy opisywa? szczeg??owo okoliczno?ci mord?w, dokonywany na poszczeg?lnych rodzinach czy osobach, bo zrobi? to ju? dawno przed nami Andrzej Mucha, mieszkaniec naszej wsi. Z pobie?nych relacji wynika?o, ?e nie wsz?dzie banderowcy dotarli. Sprawi?a to, w pewnym stopniu, specyficzna zabudowa wsi. Banderowcy poruszali si? przewa?nie przy drogach wiejskich, nie zag??biaj?c si? w sam ?rodek wsi. Noga banderowca nie by?a te? w gospodarstwach, po?o?onych przy pastwisku, a tak?e od ??k z kierunku las?w „K?us?w”, tj. od gospodarstwa Piwowara i innych. Banderowcy nie zapuszczali si? te? w w?skie uliczki, znajduj?ce si? po prawej stronie drogi g??wnej, id?c w kierunku Zaciemnego. W nast?pny dzie? po napadzie, delegacja z Hanaczowa uda?a si? do Przemy?lan do w?adz, w celu wys?ania komisji do Hanaczowa i przeprowadzenia stosownych dochodze?. Kazano pozostawi? zw?oki na miejscu, a? do przybycia komisji. Czekano trzy dni; komisja nie przyby?a. Zacz?to kopa? mogi?? zbiorow?. Dnia 7-go lutego 1944 roku, wniesiono trumny do ko?cio?a. Zaj??y one ca?y ko?ci??. By?y trumny normalne, trumny o r??nym kszta?cie np. skrzynki, kwadratowe. By?y trumny „zbiorowe”, mieszcz?ce szcz?tki zw?ok dw?ch lub wi?cej os?b. Nie by?y to trumny, z bia?ych desek z wymalowanym, czarnym krzy?em na wieku. Deski by?y r??ne: cienkie i grube; w?skie i szerokie. Trumny robiono byle jak, nie fachowo, bo sk?d by?o wzi?? tylu stolarzy i tyle materia?u do wykonania 70-ciu trumien.. Odby?a si? uroczysta msza ?a?obna. Kazanie wyg?osi? ksi?dz Wiktor. Trumny, przy udziale wielu ludzi, odwieziono na cmentarz i pochowano w mogile zbiorowej. Mogi?? przysypa? ?nieg.

WNIOSKI WYCI?GNI?TE Z NAPADU I ?YCIE MIESZKA?C?W WSI PO NAPADZIE
Bezpo?rednio po napadzie, bezpiecze?stwo mieszka?c?w wsi wcale si? nie poprawi?o. Niewielka grupka uzbrojonych ludzi, niewiele mog?a zdzia?a? przeciwko wi?kszej bandzie. Zacz?to wi?c my?le?, jak? obra? taktyk?, ?eby jako tako, zapewni? bezpiecze?stwo ludziom. Dochodzi?y wie?ci, ?e w pewnej wsi, w powiecie z?oczewskim, r?wnie? zorganizowano samoobron?, kt?ra odpar?a ju? ataki banderowc?w. Stanowiska oddzia??w samoobrony rozmieszczono z dala od zabudowa?, na skraju m?odych las?w szpilkowych. Wie? mog?a spa? spokojnie. Ale wie? Wicy?, bo o niej tu mowa, posiada?a chyba dziesi?ciokrotnie wi?cej broni, w tym: bro? maszynow?. Sam uk?ad wsi by? bardziej korzystny dla obro?c?w ni? dla atakuj?cych. W Hanaczowie by?o odwrotnie. Rozci?gni?ta w kszta?cie nieregularnego ko?a wie?, licz?ca w obwodzie oko?o 5 km, otoczona, po?o?onymi blisko wsiami ukrai?skimi – nie mia?a dobrych warunk?w do obrony. Do skutecznej obrony, potrzeba by?o od 2-3-ch kompanii z broni? maszynow?. Przy niewielkiej ilo?ci uzbrojonych ludzi, trzeba znacznie skr?ci? lini? obrony. Do tego celu nadawa? si? teren w ?rodku wsi, gdzie usytuowane by?y: 2 budynki szkolne, 2 budynki plebanii, ko?ci?? i ewentualnie kancelaria gromadzka. By? to zesp?? budynk?w, po?o?onych blisko siebie. Budynki by?y murowane, kryte blach? lub dach?wk?. W?a?ciwe powi?zanie ogniowe mog?o zabezpieczy? wzajemnie ka?dy budynek i wszystkie budynki razem. Zacz?to wi?c przystosowywa? poszczeg?lne budynki do obrony. Zamurowano okna we wszystkich budynkach. Okna w ko?ciele opatrzono siatk? ogrodzeniow?. Siatka mia?a zabezpieczy? okna, uniemo?liwiaj?c wrzucenie do wn?trza granat?w. Do wej?cia bocznego ko?cio?a, wstawiono dodatkowo drzwi z blachy pancernej. Wej?cie g??wne do ko?cio?a zawalono g?azami. Ko?ci?? by? otoczony ?elaznymi sztachetami. Przy sztachetach u?o?ono kamie? na wysoko?ci oko?o 1m. W tym kamiennym ogrodzeniu, porobiono otwory strzelnicze. Kamie? zwieziono od poszczeg?lnych gospodarzy, kt?rzy gromadzili materia? na budow? dom?w lub innych zabudowa? gospodarczych. Przeszkolony we Lwowie, jeden z cz?onk?w AK, z przywiezionych materia??w wybuchowych i ?rodk?w chemicznych, sporz?dza? butelki zapalaj?ce i granaty . U?ycie butelek by?o bardzo proste. Wystarczy?o j? rzuci? mocno, ?eby si? st?uk?a, a nast?pi?o natychmiast zapalenie si? zawarto?ci butelki z ?atwopaln? substancj?. U?ycie granatu „samor?bki” by?o troch? skomplikowane. Trzeba by?o spali? wystaj?cy z korpusu granatu lont zapa?kami lub specjalnym kwasem. Przygotowywano te? „artyleri?”. ?uski z pocisk?w artyleryjskich z pierwszej wojny ?wiatowej, nape?niono prochem artyleryjskim, nabijano sieka?cami i r??nym starym ?elastwem, po czym, otw?r zabijano mocnym d?bowym ko?kiem. Pocisk ten, a raczej jego zawarto?? zapaleniu prochu – wyrzucana by?a wraz z ko?kiem z ogromn? si??. Takich „kartaczownic” wykonano kilkana?cie. Ze Lwowa, zacz??a p?ywa? bro?. Przywieziono kilka karabin?w r?cznych, w tym: jeden p??automatyczny. Przywieziono te? granaty, kt?re dozbrajano, umieszczaj?c w ?rodku siekance z pot?uczonych p?yt kuchennych, stare gwo?dzie itp. Przezbrojony w ten spos?b granat, z zaczepnego – stawa? si? obronnym. A gdy do Hanaczowa przywieziono r?czny karabin maszynowy, nastroje podnios?y si?, jak nigdy dot?d. Panowa?a powszechnie wola walki. Ludzie przygn?bieni, i zaszokowani po napadzie, zacz?li stopniowo dochodzi? do siebie. Tych bezdomnych, kt?rzy utracili wszystko, przygarn?li bliscy i. s?siedzi. Powr?ci?y troski i k?opoty dnia powszedniego. Szko?a przerwa?a nauk?. Wi?kszo?? nauczycieli wyjecha?a. W ko?ciele odprawia?y si? msze, z tym, ?e ko?ci?? by? dobrze chroniony, bowiem by?y wypadki mordowania ludzi w ko?ciele. Takie zdarzenie mia?o miejsce w Firlejowie, by?y powiat Rohaty?, Parafi? obs?ugiwa?o trzech ksi??y; byli to: O Celestyn Gacek - proboszcz, O. Miko?aj (nazwisko nieznane), O. Wiktor (nazwisko nieznane). W lesie hanaczowskich by?o znacznie wi?cej uzbrojonych ?yd?w, przybyli oni z dalszych okolic. Wielu ?yd?w przychodzi?o do wsi po ?ywno??, kt?rej im nie sk?piono. Zaczynano kolczykowanie krowy. Niemcy nie orientowali si? ile jest w?a?ciwie byd?a we wsi. Zreszt? bali si? we wsi pokazywa?. Szczeg?lnie bali si? las?w, a Hanacz?w z dw?ch stron otacza?y lasy. Gdzie? oko?o 20-stego lutego, mieszka?c?w wsi ogarn??a trwoga, gdy zacz?to otacza? wie?, Rych?o si? jednak zorientowano, ?e to byli Niemcy. Do wsi przyjecha?o du?o gestapowc?w. Pytali si? oni o dw?ch czy trzech ludzi, kt?rzy mieli przeje?d?a? przez wie? saniami, zaprz??onymi w siwe konie. Poszukiwali oni, jak si? p??niej dowiedziano, zamachowc?w, kt?rzy dokonali udanego zamachu na wysokiego dygnitarza, w teatrze lwowskim. Po kilku godzinach odjechali, nie czyni?c nikomu krzywdy. ?ycie ludno?ci, aczkolwiek uleg?o pewnej poprawie, by?o nadal ci??kie. Za dnia, by?o jeszcze do?? zno?nie. Natomiast noc, przypomina?a im t? makabryczn? noc, o kt?rej wci?? jeszcze pami?tali. Pod wiecz?r, ludzie t?umnie udawali si? do ko?cio?a i s?siednich budynk?w, tj.: szko?y i plebanii. Tu czuli si? bezpieczniej. Widok uzbrojonych wartownik?w, stwarza? pozory bezpiecze?stwa. Noce, sp?dzane w ko?ciele, na zimnej posadzce lub na siedz?co w budynkach szkolnych i plebanii, nie by?y wcale odpoczynkiem lecz udr?k?. W kilka dni po napadzie zawita?a prawdziwa zima. Spad? obfity ?nieg. Nasta? okres siarczystych mroz?w. Takie noclegi w ko?ciele i innych budynkach, jakkolwiek dawa?y poczucie bezpiecze?stwa, podkopywa?y zdrowie, zw?aszcza kobiet i dzieci. Zacz?to rezygnowa? po trosze z tych „bezpiecznych” nocleg?w. Ludzie woleli przesiedzie? raczej na sto?ku przez ca?? noc, byle tylko w ciep?ej izbie. W niekt?rych domach, urz?dzono wartownie. W wartowniach tych by?o zawsze kilku uzbrojonych m??czyzn. Sytuacja, je?li chodzi o bezpiecze?stwo wsi, nie by?a w pe?ni zadowalaj?ca. Jednak, jak wspomniano w poprzednich kartach stan bezpiecze?stwa poprawia? si? ci?gle na skutek posiadania coraz to wi?kszej ilo?ci broni. Sytuacja, jaka by?a przed napadem i po napadzie – r??ni?a si? znacznie, na korzy?? tej drugiej. Bo poprzednio, nie wiedziano, gdzie ucieka? i co, w og?le, ze sob? zrobi?. Teraz wiedziano, ?e w razie napadu, trzeba ucieka? do rejonu umocnionego, tj. do ko?cio?a. Tu by?a szansa obrony. Miesi?c luty dobiega? ko?ca. Panowa?a mro?na zima. We wsi kwaterowa?y czasami jakie? oddzia?y, udaj?ce si? gdzie? na nieznan? akcj?. Kilka dni, kwaterowa? te? silny oddzia? z Wicynia. By?y przypuszczenia, ?e szykowa?a si? jaka? akcja odwetowa. Oddzia? wicy?ski nagle odmaszerowa?. Prawdopodobnie otrzyma? wiadomo?ci, ?e banderowcy przygotowuj? si? napadu na Wicy?. Po kilku dniach nadesz?a wiadomo??, ?e oddzia? wicy?ski, wracaj?c do domu, napotka? biwakuj?c? w lesie band? w sile jednego „kurenia” (kure? - odpowiednik batalionu). Banderowcy byli tak pewni siebie, ?e nie wystawili ubezpiecze? i palili ogniska. Wg wiadomo?ci, jakie nap?yn??y, banda zosta?a rozgromiona. Czekano ci?gle na zrzut broni na „Grz?skach”. Kilkakrotnie mobilizowano podwody do przetransportowania ewentualnego zrzutu. Powracano z niczym. Do wsi przybywa?o coraz wi?cej uzbrojonych, m?odych ludzi. Byli to ch?opcy z Przemy?lan, Krosienka, Siwor?g, ?wirza, Chlebowic i innych miejscowo?ci. Byli oni werbowani do organizuj?cego si? oddzia?u AK – porucznika „Strza?y”. Hanacz?w – mia? by? jego baz? wypadow?. Uzbrojone grupy ?yd?w, ju? bardziej odwiedza?y wie?. Zaopatrywali si? oni w ?ywno?? w niemieckich maj?tkach. Zabierali oni przewa?nie krowy i owce. We wsi zaopatrywali si? w ziemniaki i m?k?. Las by? tak opanowany przez uzbrojone grupy ?ydowskie, ?e mo?na by?o ?mia?o i?? do niego w pojedynk? i bez broni. Oczywi?cie, las by? bezpieczny dla Polak?w. W pewnym miejscu, w g??bi lasu, by?a nawet „ulica”, przy kt?rej, brzegu jaru „debry”, wkopane by?y schrony, nie do?? dobrze zamaskowane. Schron?w tych by?o kilkana?cie. Istnieje porzekad?o czy powiedzenie, ?e „nieszcz??cia chodz? parami”. Tak te? by?o, w owym czasie, w Hanaczowie. Pojawi?o ci? nowe niebezpiecze?stwo – tyfus. Prawdopodobnie, zosta? przywleczony do wsi przez ?yd?w. Niekt?rzy z nich, chorowali ju? na t? chorob?, jeszcze w jesieni. Przypadki zachorowa? pojawi?y si? w kilku domach jednocze?nie. Choroba zacz??a si? rozprzestrzenia?. Nie zapobie?enie jej grozi?o nieobliczalnymi skutkami. Widmo zag?ady wisia?o nad wsi?. Wie? by?a nadal, jakby okr??ona. Nie mo?na by?o wyjecha? ani do Przemy?lan, bo w lesie, przez kt?ry bieg?a droga – mog?a by? zasadzka. Podobnie do Kurowic – droga by?a zamkni?ta. Nie by?o ?adnej mo?liwo?ci zawie?? chorego do szpitala, z przyczyn, wy?ej podanych. Ponadto, szpital w Przemy?lanach chorych nie przyjmowa?, za? umieszczenie chorego w szpitalu we Lwowie, wymaga?o du?o zabieg?w i czasu. W zaistnia?ej sytuacji, nie pozosta?o nic innego, jak tylko zorganizowa? szpital na miejscu. Urz?dzono go w jednej z sal w budynku szkolnym. Przeszkolony we Lwowie, w niezb?dnym zakresie, jeden z cz?onk?w AK – Alojzy Wojtowicz, obj?? kierownictwo tego Zaimprowizowanego szpitalika. Znajdowa?o si? w nim oko?o 10-ciu ???ek. Do pomocy mia? dwie sanitariuszki z oddzia?u „Strza?y”, przeszkolone na konspiracyjnym kursie. Opr?cz piel?gnowania chorych, personel szpitaliku, a zw?aszcza jego kierownik, dokonywa? szczepie? ochronnych. Leki by?y dostarczane ze Lwowa. Wielu ludzi chorych, przebywaj?cych w szpitalu, wyzdrowia?o. Nie wszystkich – przy tak skromnych mo?liwo?ciach – uda?o si? uratowa?. W ci??szych przypadkach, chorego transportowano do Lwowa. Dzi?ki szczepieniom ochronnym epidemia zosta?a opanowana. Szpitalik by? czynny do ko?ca. Do wsi zbli?a?o si? jeszcze jedno nieszcz??cie – widmo g?odu. By?o to najwi?ksze nieszcz??cie ze wszystkich mo?liwych. Bo mo?na si? jako? ukry? przed bandyt?, uj?? epidemii tyfusu, ale przed g?odem nie by?o kryj?wki, ani ucieczki. G??d dosi?gn??by ka?dego bez wyj?tku. Wy?rubowane przez Niemc?w kontyngenty nie pozwoli?y gospodarzom porobi? znaczniejszych zapas?w. Na utrzymanie wsi dosz?o oko?o 150 os?b, kt?re podczas napadu straci?y wszystko. W oddziale „Strza?y” by?o ponad 50 partyzant?w. ?ywno?ci? wspomagano te? ?yd?w, kt?rzy byli bliscy Hanaczowianom – dzielili przecie? taki sam los. Zapasy ?ywno?ci, a zw?aszcza zbo?a, nieub?aganie si? zmniejsza?y. Podj?to wi?c decyzj? bardzo ryzykown?, a mianowicie zarekwirowanie zbo?a z pa?stwowego maj?tku, znajduj?cego si? w przysi??ku Zag?ra. Zorganizowano furmanki i ca?y zapas nie zm??conego zbo?a zosta? przywieziony do wsi i rozmieszczony w poszczeg?lnych gospodarstwach. Reakcji ze strony Niemc?w nie by?o. Zreszt? ca?a przemy?la?ska policja ba?a si? wytkn?? nos poza miasto. Widmo g?odu zosta?o oddalone. Niebezpiecze?stwo ze strony banderowc?w, w odczuciu mieszka?c?w wsi - jakby zmala?o. Wie?, by mog?a ?y?, a przynajmniej wegetowa?, musia?a mie? kontakty ze ?witem zewn?trznym. Nie by?a przecie? samowystarczalna. Kontakty utrzymywane by?y tylko ze Lwowem, a ?ci?le m?wi?c, z jednostk? nadrz?dn? w strukturze AK, tj. Inspektoratem. W tym czasie, w Hanaczowie znajdowa?a si? Komenda Rejonowa AK. Kontakty utrzymywane by?y przez ??cznik?w i kurier?w. Licz?ca 6 os?b, w tym: 3 dziewczyny - ekipa kurierska, bo tak to trzeba nazwa?, przewozi?a ze Lwowa: bro?, amunicj?, papierosy, troch? odzie?y. Tych kurier?w - transportowc?w, wyprowadza?a os?ona w liczbie od 5-7-miu os?b do stacji kolejowej Krosienko Zaciemne. Przewa?nie, dw?ch uzbrojonych w kr?tk? bro? ludzi, czeka?o na stacji a? do odjazdu poci?gu, po czym do??czali do grupy, znajduj?cej si? na skraj u lasu. W um?wione dni i godziny, os?ona wychodzi?a z lasu, czekaj?c na powr?t kurier?w. Ze skraju lasu do stacji kolejowej, odleg?o?? w linii prostej, wynosi?a nie wi?cej ni? 300 m. Nawi?zywano ??czno?? wzrokow? i wymieniono znaki. Czasami bardzo d?ugo trzeba by?o czeka? na powr?t kurier?w. Zamiast w godzinach rannych przyje?d?ali w godzinach popo?udniowych. Nagrod? za wielogodzinne czekanie, by?o kilka naboi i paczka papieros?w na pi?ciu. Ten system ??czno?ci stosowany by? do ko?ca. Przewo?enie wi?kszej ilo?ci ?adunku, np. wi?kszej ilo?ci amunicji czy mundur?w niemieckich – odbywa?o si? furmankami, na tej samej zasadzie ubezpieczenia. System obronny zosta? znacznie wzmocniony. Wykopano rowy ??cznikowe, kt?re w razie potrzeby, spe?nia?y rol? row?w strzeleckich. Obw?d ca?ego „systemu obronnego”wynosi? nie wi?cej jak 400-500 m. Ze Lwowa ci?gle i nap?ywa?a bro?. Czekano na dalszy bieg wydarze?. Tym razem nie mog?o by? zaskoczenia. Urz?dzono wi?c prycze ze s?om? do spania. Pod pryczami i ?opaty i kilofy do ewentualnego przekopania si?, w razie zawalenia si? w?azu. W schronie sta?o zawsze wiadro z wod? i by?o kilka bochenk?w chleba – jako ?elazna porcja. Otw?r na ?wie?e powietrze by?o bardzo starannie zamaskowany. Do?wiadczenie nauczy?o ludzi, ?e najgorsz? kryj?wk? - jest piwnica, gdy? ?atwa jest do wykrycia, a w razie po?aru – dla ukrywaj?cych si? – nie by?o ratunku. c.d.n